Biała gołąbka : poemat dramatyczny w 5 aktach - strona 92
BIANCA.
Nie wiem.
LUCIA.
Jakto? Nie zapytałaś go?
BIANCA.
Zapomniałam. Mówiliśmy o czem innem.
LUCIA.
Zapewne! A więc — piękny nieznaiomy, Otóż jeżeli was kto wyśledzi (Bianca blednie), co się stać musi nie dziś to jutro, — dla ciebie się skończy wielkiemi przykrościami, ale dla niego się skończyć może zupełnie, (Bianca bladnie coraz bardziej) Wiesz przecię, że z księciem panem niema żartów... Bianko, na miłość Boską, nie patrz tak!
BIANCA (po chwili cicho i dobitnie).
Masz słuszność: musimy uciekać!
LUCIA.
Co? Ja mam słuszność? Ja radzę ci uciekać z tym obieżyświatem?
Nie wiem.
LUCIA.
Jakto? Nie zapytałaś go?
BIANCA.
Zapomniałam. Mówiliśmy o czem innem.
LUCIA.
Zapewne! A więc — piękny nieznaiomy, Otóż jeżeli was kto wyśledzi (Bianca blednie), co się stać musi nie dziś to jutro, — dla ciebie się skończy wielkiemi przykrościami, ale dla niego się skończyć może zupełnie, (Bianca bladnie coraz bardziej) Wiesz przecię, że z księciem panem niema żartów... Bianko, na miłość Boską, nie patrz tak!
BIANCA (po chwili cicho i dobitnie).
Masz słuszność: musimy uciekać!
LUCIA.
Co? Ja mam słuszność? Ja radzę ci uciekać z tym obieżyświatem?