Biała gołąbka : poemat dramatyczny w 5 aktach - strona 30
CARRARO (z gestem niecierpliwym).
Ech! Ci ze strachu, tym robotnik potrzebny do żniwa krwawego.
DOWMUNT.
Zapewne, niema nad dom rodzinny.
CARRARO.
Dom rodzinny! dom rodzinny! Tyś szczęśliwy a ja?... Z Hiszpanii do Francyi, z Francyi do Germanii, i z powrotem, i w kółko, a tęsknota rośnie i rośnie...
DOWMUNT.
Zato sława...
CARRARO.
Oddałbym całą sławę, byleby choć ujrzeć tę co śpiewała przed chwilą. Dorzuciłbym jeszcze wszystko, co miałem, mam i mieć będę. (Odchodzi).
FRANÇOIS.
I nie znaczyłoby to przepłacić, gdyby tylko jego
Ech! Ci ze strachu, tym robotnik potrzebny do żniwa krwawego.
DOWMUNT.
Zapewne, niema nad dom rodzinny.
CARRARO.
Dom rodzinny! dom rodzinny! Tyś szczęśliwy a ja?... Z Hiszpanii do Francyi, z Francyi do Germanii, i z powrotem, i w kółko, a tęsknota rośnie i rośnie...
DOWMUNT.
Zato sława...
CARRARO.
Oddałbym całą sławę, byleby choć ujrzeć tę co śpiewała przed chwilą. Dorzuciłbym jeszcze wszystko, co miałem, mam i mieć będę. (Odchodzi).
FRANÇOIS.
I nie znaczyłoby to przepłacić, gdyby tylko jego