Benito Juarez
May Karol
Benito Juarez - strona 1
" Karol May BENITO JUAREZ Tłum. Anonim "
Benito Juarez - strona 2
" DEKRET Zanim zaczniemy ś ledzi ć dalszy ci ą g los ó w Czarnego Gerarda i jego przyjaci ół , musimy cofn ąć si ę do pa ź dziernika roku 1865, to bowiem, co wtedy nast ą pi ł o, ma ś cis ł y zwi ą zek z wydarzeniami, kt ó re zostan ą tu..."
Benito Juarez - strona 3
" - Żą da pan natychmiastowej decyzji? - Najja ś niejszy panie, prosz ę o to. - Postanowi ł em... - Odrzuci ć ? - wtr ą ci ł a szybko cesarzowa. Maksymilian u ś miechn ął si ę do niej: - A ty, najdro ż sza? - Przedstawione argumenty..."
Benito Juarez - strona 4
" głę boko. — Obowi ą zkiem moim, wynikaj ą cym ze sprawowanej funkcji, jest s ł u ż enie ze wszystkich si ł krajowi i cesarzowi. Jestem przekonany, ż e ten dekret pozwoli nam przezwyci ęż y ć wszystkie trudno ś ci. W obecnej sytuacji to jedynie s ł uszne..."
Benito Juarez - strona 5
" chwil! - Wierz ę , ż e od dzi ś tak b ę dzie. - Wolno zapyta ć , co si ę sta ł o? - Mam zamiar wyda ć wa ż ny dekret. Niech pan czyta. Poda ł genera ł owi projekt dekretu i odszed ł w g łą b komnaty. W miarę czytania twarz Mejii zmieni..."
Benito Juarez - strona 6
" — Prosz ę odda ć mi projekt. Genera ł wyg ł adzi ł papier na tyle, na ile by ł o to mo ż liwe, i podał cesarzowi. — W jakim to stanie pan mi go zwraca?! To nie s ą odznaki kotylionowe! Tym razem Maksymilian rozgniewał si ę nie na ż arty:..."
Benito Juarez - strona 7
" Na rozkaz cesarza generał zatrzyma ł si ę . - Czyta ł pan dekret do ko ń ca? - Tak jest, najja ś niejszy panie. - Nazwa ł go pan n ę dzn ą ramot ą . Dlaczego tak pan uwa ż a? - Czy mog ę m ó wi ć szczerze? - Prosz ę . - Gdyby..."
Benito Juarez - strona 8
" — To ich nie przekona. — Generale, to brzmi jak obraza. — Pozwoli ł mi najja ś niejszy pan m ó wi ć szczerze. Meksykanie b ę d ą uwa ż ali taki dekret za dzie ł o Francuz ó w. — Co z tego? — Najja ś niejszy panie, zabij mnie, lecz nie og ł..."
Benito Juarez - strona 9
" - Je ż eli dekret wymaga komentarza, w takim razie.... - Chce mnie pan naprawd ę rozgniewa ć ? - Ale ż nie, ju ż milcz ę . - Niech wi ę c pan s ł ucha. Jak panu wiadomo, wszystkie wi ę ksze miasta i porty w kraju s ą w naszych r ę kach. - W..."
Benito Juarez - strona 10
" — S ł usznie. Go to za stanowisko, najja ś niejszy panie? — Z jednej strony wspania ł omy ś lnie przebaczam, z drugiej — surowo karz ę , Mimo ż e kraj jest w mojej mocy, s ą tacy, kt ó rzy potajemnie knuj ą . Nale ż y do nich Pantera Po ł udnia,..."
Benito Juarez - strona 11
" - Ci do ś wiadczeni m ęż owie nie znaj ą Meksyku. Przewidzieli wszystko pr ó cz jednego, o czym niestety m ó wi ć mi nie wolno, ą co chcia ł bym powiedzie ć jak najg ł o ś niej. - Dlaczego nie wolno? - Bo popadn ę w nie ł ask ę . - Niech..."
Benito Juarez - strona 12
" przyzna pan, iż ka ż dy Meksykanin jest prawym w ł a ś cicielem swojej ziemi. — Przyznaj ę ! — Musi wi ę c mie ć prawo bronienia tej ziemi przed obc ą , niesprawiedliw ą okupacj ą . — Okupacj ą ? Niesprawiedliw ą ? Czy to nie powiedziane nazbyt..."
Benito Juarez - strona 13
" niszczeje. - No, tak ź le nie jest! - zaprzeczy ł cesarz. - Jest, najja ś niejszy panie. Meksykanin musi by ć republikaninem, musi broni ć kraju i w ł asnego domu przed obcym naje ź d ź c ą . Czy dlatego ma by ć uznany za bandyt ę , kt ó rego nale..."
Benito Juarez - strona 14
" przewidzieć , ż e pokonany nie podniesie si ę i nie zostanie zwyci ę zc ą ? — Mo ż liwo ść taka zawsze istnieje. — A wi ę c w takim razie b ę dzie on poprzedniego zwyci ę zc ę uwa ż a ł za bandyt ę . — Tego nie nale ż y bra ć pod..."
Benito Juarez - strona 15
" - Nie stawi si ę . - Czy nawet wtedy, gdy go mianuj ę prezydentem najwy ż szego trybuna ł u? - By ł juz nim wcze ś niej, teraz jest prezydentem kraju. - Generale! Teraz obra ż a mnie pan naprawd ę . - Juz milcz ę . Chcia ł bym tylko jeszcze zapyta ć :..."
Benito Juarez - strona 16
" siebie ani na nikogo innego, tylko ze wzglę du na ciebie, m ó j cesarzu: nie czy ń tego! — Niech pan wstanie, generale! — Nie wstan ę , dop ó ki... — Rozkazuj ę , by pan wsta ł ! Zbyteczne to przedstawienie. Nie zmieni ę decyzji! Ton gł osu cesarza by ł..."
Benito Juarez - strona 17
" Wycią gn ął sztylet i rzuci ł w kierunku ś ciany z tak ą si łą , ż e bro ń wbi ł a si ę a ż po r ę koje ść . Potem sk ł oni ł si ę i wyszed ł . Maksymilian przyglą da ł si ę przez chwil ę miejscu, w kt ó rym utkwi..."
Benito Juarez - strona 18
" i Arteaga, nieustraszeni mę czennicy za niepodleg ł o ść kraju. Nemezis, dział aj ą ca zwykle bardzo opieszale, zem ś ci ł a si ę tym razem szybko. Przez ró wnin ę ci ą gn ą c ą si ę mi ę dzy San Jose opodal wzg ó rza Parral a Chihuahua jecha..."
Benito Juarez - strona 19
" Francuzi. Głó wna kwatera mie ś ci ł a si ę w tym samym gmachu, z kt ó rego uciek ł niegdy ś Czarny Gerard. Na spotkanie przyby ł ych wyszed ł komendant. Szwadrony sprezentował y bro ń , a ich dow ó dca zameldowa ł : - Camarade, mam zaszczyt przedstawi..."
Benito Juarez - strona 20
" — W mie ś cie stoi tylko jeden szwadron. Sporo wolnych mieszka ń jest do pa ń skiej dyspozycji. — Ś wietnie. Pozwoli pan, ż e przedstawi ę moich oficer ó w? — Prosz ę . Ż o ł nierze pozsiadali z koni i udali si ę do wyznaczonych kwater...."
Benito Juarez - strona 21
" musi mie ć chyba konszachty z samym diab ł em. To niezwykle ś mia ł y i przebieg ł y cz ł owiek. Starali ś my si ę go schwyta ć , niestety nie uda ł o si ę . Jest wsz ę dzie i nigdzie, wie o wszystkim. Mam wra ż enie, ż e to cz ł owiek wszechwiedz..."
Benito Juarez - strona 22
" czę sto wymieniano nawet w kwaterze g łó wnej. A wi ę c grasuje teraz w okolicach Chihuahua? — I to od d ł u ż szego czasu. Wiemy dok ł adnie, ż e ma w mie ś cie zaufanych ludzi i bywa u nich. — Sk ą d panu o tym wiadomo? — Od niego samego. — Niemo..."
Benito Juarez - strona 23
" oficer ó w i pa ń . Zachowywa ł si ę bardzo butnie. W pewnym momencie uwolni ł si ę z wi ę z ó w. Powali ł mnie na ziemi ę na oczach zebranych i wyskoczy ł przez okno. - Do pioruna! Uciek ł ? - Niestety, ci my ś liwi prerii to istne diab ł..."
Benito Juarez - strona 24
" — Seniorita Emilia? — zainteresowa ł si ę Laramel. — Nie zna pan naszego najlepszego szpiega? — Nie. — W takim razie nie zna pan r ó wnie ż najpi ę kniejszej kobiety Meksyku. — Do licha! Monsieur, powiedzia ł pan, ż e to najpi ę kniejsza..."
Benito Juarez - strona 25
" - To zale ż y wy łą cznie od pana, camarade - odpar ł komendant. - Wydaj ę dzi ś wieczorem przyj ę cie z okazji przybycia pan ó w. Zaprosz ę kilkana ś cie os ó b, mi ę dzy innymi seniorit ę Emili ę . - Dzi ę kuj ę panu. Chcia ł..."
Benito Juarez - strona 26
" ję zykiem jak rodowita pary ż anka, a przede wszystkim prowadzi nasze sprawy bardzo gorliwie. — Meksykanka tak by nie post ę powa ł a. Wszystkie one sympatyzuj ą z republikanami. — Ona przeciwnie. Chocia ż nie darz ę kobiet zbyt wielkim zaufaniem, musz ę..."
Benito Juarez - strona 27
" - Najlepiej by ł oby ich rozstrzela ć . Ale... - Dlaczego pan si ę waha? - Z dw ó ch przyczyn. Mog ł oby to spowodowa ć bunt, kt ó rego opanowa ć nie by ł bym wstanie. Jak panu wiadomo, w mie ś cie kwateruje niewielka liczba ż o ł nierzy. - Pomog..."
Benito Juarez - strona 28
" — Co do tego mo ż e pan by ć zupe ł nie spokojny. Ma pan nie tylko prawo, lecz bezwzgl ę dny obowi ą zek stracenia wszystkich republikan ó w. W dekrecie z trzeciego pa ź dziernika ubieg ł ego roku cesarz Maksymilian wyra ź nie rozkazuje uwa ż a ć ka ż..."
Benito Juarez - strona 29
" - Spe ł ni ę sw ó j obowi ą zek. Ka żę rozstrzela ć zak ł adnik ó w. - Kiedy? - Czy radzi mi pan przeprowadzi ć egzekucj ę jak najszybciej? - Oczywi ś cie. Zapewne s ł ysza ł pan, ż e nie zlitowa ł em si ę dotychczas nad ż..."
Benito Juarez - strona 30
" — Ma pan racj ę , a zreszt ą pe ł nomocnictwa, kt ó re mi pan przywi ó z ł , wyra ź nie m ó wi ą , i ż mog ę post ę powa ć wed ł ug w ł asnego uznania. Bandyt ó w nale ż y rozstrzeliwa ć bez s ą du. — A wi ę c jutro. —..."
Benito Juarez - strona 31
" si ę tam jaki ś je ź dziec. Jecha ł na wymizerowanym koniu. Sam r ó wnie ż , niepozorny i szczup ł y, nie wygl ą da ł na znawc ę prerii, chocia ż ju ż na pierwszy rzut oka mo ż na by ł o pozna ć , ż e to my ś liwy. Rozgl ą daj ą c..."
Benito Juarez - strona 32
" Co za kom promitacja! A moż e wjecha ć do miasta? Nie, to by ł oby szale ń stwo. Gdyby ci messieurs wzi ę li mnie za szpiega, to koniec ze mn ą . Gdy tak mruczał pod nosem, ko ń zar ż a ł . — Co to? Jeste ś innego zdania? Hm, mo ż e masz racj ę . Wa..."
Benito Juarez - strona 33
" szpiegiem prezydenta Juareza, nie znale ź liby na to dowod ó w. Ż yciu wi ę c jego nie grozi ł o niebezpiecze ń stwo. Na pierwszej ulicy, przy któ rej sta ł dawniej posterunek, nie by ł o warty. Komendant kaza ł j ą odwo ł a ć , bo bezpiecznie czu ł..."
Benito Juarez - strona 34
" — Chc ę porozmawia ć z ober ż yst ą , ale tak, aby nikt o tym nie wiedział . Po chwili do venty udał si ę stary, siwy Meksykanin. Spotka ł gospodarza w podw ó rzu. — Kogo pan szuka, senior? — W ł a ś nie pana. Seniorita prosi, aby pan do niej..."
Benito Juarez - strona 35
" - Dzie ń dobry, senior. Co ma pan do picia? - Wszystko, czego pan za żą da. - Doskonale. Jest piwo? - Nie. - Wino. - Nie. - Kawa? - Nie. - Czekolada? - Nie. Z rana by ł a, ale go ś cie ju ż wypili. - Mo ż e lemoniada? - Niestety, brak mi..."
Benito Juarez - strona 36
" — A mo ż e julep? — Niestety, r ó wnie ż nie ma. — Do licha! Zapewnia ł pan przed chwil ą , ż e mog ę dosta ć wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Tymczasem nic nie ma. — To pa ń ska wina, senior. Dlaczego dusza pa ń ska pragnie rzeczy, kt ó..."
Benito Juarez - strona 37
" - Chce pan mo ż e powiedzie ć , ż e nie smakuje? - dopytywa ł si ę gospodarz. Mał y Andre by ł ostro ż ny. - Doskona ł y nap ó j, ale dla Meksykan ó w. - A dla pana? - Nie jestem przyzwyczajony do trunk ó w tego rodzaju. - Nie jest pan..."
Benito Juarez - strona 38
" U nas myś liwy strzela do wszystkiego, co mu si ę nawinie pod r ę k ę . — Pochodzi pan z P ół nocy? — Tak. — Jest pan Jankesem? — Nie. — Kanadyjczykiem? — Tak ż e nie. — Kim ż e wi ę c, je ż eli przybywa pan z P ół nocy? — Czy tylko..."
Benito Juarez - strona 39
" - O, Dios! Nie wierz temu! My ś my tutaj wszyscy przychylnie usposobieni do cesarza. - A wi ę c i do Francuz ó w? - No tak, mniej wi ę cej, im bowiem zawdzi ę czamy, ż e mamy dobrego monarch ę . - To mnie bardzo cieszy, senior. Spodziewam si ę , ż e b ę..."
Benito Juarez - strona 40
" — To znaczy, ż e bior ą si łą ? — Tego nie powiedzia ł em. — Ach, tak? Wi ę c cesarz Maksymilian jest taki dobry, taki ł askawy, ż e zmusza was do liczenia si ę ze s ł owami. — Na mi ł o ść bosk ą , senior, ciszej! — b ł..."
Benito Juarez - strona 41
" - Z jakiego powodu? - Poniewa ż jeden z cz ł onk ó w tajnego stowarzyszenia, do kt ó rego nale żą , o ś wiadczy ł publicznie, ż e jako nar ó d potrafiliby ś my rz ą dzi ć si ę sami i ż e by ł oby znacznie lepiej pracowa ć dla siebie..."
Benito Juarez - strona 42
" — Przecie ż uciek ł . — Uciek ł , aby ca ł ego Meksyku nie pogr ąż y ć we krwi. — Naprawd ę ? Czy nie przeleje morza krwi, gdy wr ó ci? — Tak. Ale naje ź d ź cy nie znaj ą naszego kraju. Zaw ł adniemy nim pr ę dzej, ni ż wr ó g go..."
Benito Juarez - strona 43
" wypadku nie opu ś ci. Je ż eli go nie ma w Paso del Norte, znajduje si ę gdzie ś , gdzie obecno ść jego jest dla naszego dobra konieczna. Zreszt ą , je ś li idzie o nas, mieszka ń c ó w Chihuahua, przez jaki ś czas Francuzi pozwolili nam odetchn ąć ...."
Benito Juarez - strona 44
" — Senior, wie pan dok ł adnie, gdzie Juarez si ę znajduje, prawda? Wys ł a ł pana na zwiady do Chihuahua? — Nie zaprz ą taj sobie tym g ł owy, senior. — A dlaczego nie? Wygl ą da mi senior na cz ł owieka godnego zafuania. — Phi! Juarez potrzebuje zupe..."
Benito Juarez - strona 45
" - Hm, hm, cz ł owiek si ę czasem myli. Czy nie wypi ł by pan drugiej szklaneczki pulque? - Nie. Nie sko ń czy ł em jeszcze pierwszej. - Pyta ł em tylko z grzeczno ś ci. I tak nie m ó g ł bym pana obs ł u ż y ć , poniewa ż musz ę wyj ść . -..."
Benito Juarez - strona 46
" — Wybacz, senior, ż e ci ę niepokoi ł am — powita ł a Emilia gospodarza. — Ale ż seniorita, jestem zawsze do pani us ł ug. — Niedawno przyby ł do pana jaki ś nowy go ść . Czy to Meksykanin? — Nie, seniorita. To my ś liwy z P ół nocy...."
Benito Juarez - strona 47
" - Pomyli ł a si ę pani. Wypytywa ł em go dok ł adnie, ale nic z niego nie wydoby ł em. Albo jest ma ł om ó wny, albo nam nieprzychylny. - Mimo to chcia ł abym si ę upewni ć . Zapytaj go, czy jest Ma ł ym Andre. - Ma ł y Andre? Kim jest ten cz ł..."
Benito Juarez - strona 48
" — Czy to venta seniora Montario? — zapyta ł po hiszpa ń sku. — Tak, jestem gospodarzem. — Kwaterunek! — Na jak d ł ugo? — Kto to mo ż e wiedzie ć ? — Ilu ludzi? — Wystarczy na podbicie ca ł ej prowincji. Dow ó dc ą jest..."
Benito Juarez - strona 49
" Dzwonią c ostrogami Francuz wszed ł do gospody. Obejrza ł wn ę trze i pogardliwym wzrokiem obrzuci ł ma ł ego my ś liwego. Gdy si ę usadowi ł na krze ś le, gospodarz postawi ł przed nim szklank ę pulque. Podoficer skosztowa ł , wyplu ł i cisn..."
Benito Juarez - strona 50
" — Wiem. Ale wiem r ó wnie dobrze, ż e wino do utrzymania nie nale ż y. — Żą dam wina! — Dostarcz ę , je ż eli pan zap ł aci. Dzi ś wino u nas drogie. — Bordo i moselskie kosztuj ą niewiele. — Flaszka bordo pi ę tna ś cie peset ó..."
Benito Juarez - strona 51
" - Z tym sprawa za ł atwiona. - Jeszcze nie - zauwa ż y ł traper. - Jestem przekonany, ż e niebawem nast ą pi fina ł . - B ę d ę go oczekiwa ł z ca ł ym spokojem. Powiedz mi senior, jak si ę nazywasz. - Andreas Straubenberger. -..."
Benito Juarez - strona 52
" razie skł ama ł senior, gdy pyta ł em, czy jeste ś zwolennikiem Juareza. — Co te ż panu strzeli ł o do g ł owy! Ani mnie zi ę bi, ani parzy wasz prezydent! — Mo ż e pan m ó wi ć ze mn ą otwarcie. Jestem gor ą cym patriot ą , kocham Juareza...."
Benito Juarez - strona 53
" - Nie wiem. Zr ó b mi t ę ł ask ę i p ó jd ź do niej natychmiast. W sieni spotka pan dozorc ę , kt ó ry wska ż e panu jej mieszkanie. Mo ż e zostawi pan tu swoj ą bro ń ? - Ani mi to w g ł owie. Westman nigdy nie rozstaje si ę z broni ą..."
Benito Juarez - strona 54
" — Tak. Sk ą d mnie pani zna, seniorita? — Zaraz si ę pan dowie. Prosz ę jednak najpierw usi ąść . Chcia ł usi ąść na krze ś le stoj ą cym obok drzwi, lecz Emilia zawoł a ł a: — Nie, nie tam! Niech pan usi ą dzie obok mnie na kanapie. —..."
Benito Juarez - strona 55
" - Hm. Zapewne chce mnie pani pocz ę stowa ć dzbanem pulque... - Co tez panu przysz ł o do g ł owy? - Naprzeciw, w gospodzie, stoi jeszcze na moim stole pe ł na szklanka. - Nie smakowa ł o panu? - Oj, jak smakowa ł o! Mieszanina a ł unu, aloesu, salmiaku,..."
Benito Juarez - strona 56
" — Na mi ł o ść bosk ą ! — przerwa ł . — Przecie ż butelka kosztuje siedemdziesi ą t pi ęć frank ó w. — To prawda. Nie zap ł aci ł am jednak za nie. To podarunek. — Ze wzgl ę du na mnie nie powinna pani otwiera ć ani jednej..."
Benito Juarez - strona 57
" - Tak. Jestem tu w zast ę pstwie Czarnego Gerarda, kt ó ry musia ł pojecha ć do Guadalupe, aby obj ąć dow ó dztwo twierdzy. - Co z fortem? - Nie mam poj ę cia. Jestem jednak przekonany, ż e Francuzi zostali pobici. Nie spodziewali si ę , ż e fort b ę..."
Benito Juarez - strona 58
" — Oczywi ś cie. Mam czeka ć na niego w miejscu odleg ł ym o dwie godziny drogi od rzeki. — Bardzo si ę ciesz ę , ż e przyje ż d ż a. Czy s ł ysza ł pan, i ż komendant uwi ę zi ł kilkudziesi ę ciu obywateli miasta jako zak ł adnik ó w?..."
Benito Juarez - strona 59
" Na powitanie przybył ych przed chwil ą koleg ó w z pu ł kownikiem Laramelem na czele mam zamiar urz ą dzi ć dzi ś wspania łą tertuli ę . Poniewa ż pozwoli ł em sobie zaprosi ć na to przyj ę cie najwi..."
Benito Juarez - strona 60
" — Oczywi ś cie, p ó jd ę na tertuli ę . Mo ż e dowiem si ę tam czego ś , co przyda si ę prezydentowi. — Kiedy pani wr ó ci? — O p ół nocy. Wtedy b ę dzie pan m ó g ł opu ś ci ć miasto. — Dobrze, seniorita. — Gdyby przedtem..."
Benito Juarez - strona 61
" - Tak. Seniorita powiedzia ł a mi, ż e jest pan pewnym cz ł owiekiem. Juarez przyb ę dzie tu wkr ó tce. Gdy si ę z nim ż egna ł em, rusza ł pod Guadalupe, aby odeprze ć Francuz ó w, kt ó rzy chcieli zdoby ć fort. - A wi ę c s ł usznie..."
Benito Juarez - strona 62
" — U seniority? Nie jestem prezydentowi mniej oddany ni ż ona i dlatego przynios ę dwie. Ale nie mo ż emy pi ć tutaj. Szkoda, ż e zostaje pan tylko do wieczora. Gdyby czas pozwoli ł .... — Pozostan ę troch ę d ł u ż ej — przerwa ł my ś..."
Benito Juarez - strona 63
" - Nie martw si ę o to, senior - u ś miechn ął si ę traper. - Taki cz ł owiek jak ja zawsze znajdzie sobie towarzystwo. - Nie zna pan tu przecie ż nikogo. - Przeciwnie, mam towarzysza bardzo poczciwego i przyzwoitego. - Kto to taki? - Ja sam. B ę d ę..."
Benito Juarez - strona 64
" ku koń cowi. Trzeba opr óż ni ć j ą do dna. Ale co to si ę dzieje? Po g ł owie biega mi tabun koni, nogi mam coraz bardziej mi ę kkie i my ś li mi si ę coraz gorzej... Chwiejnym krokiem podszedł do drzwi, zaryglowa ł je, potem zbli ż y ł si ę do..."
Benito Juarez - strona 65
" - W ł a ś nie min ęł a p ół noc. - Go ś cie wyszli? - Nareszcie. Wiecz ó r sko ń czy ł si ę wprawdzie pot ęż n ą bijatyk ą , ale nie przejmuj ę si ę tym. Prezydent jest w pobli ż u, wkr ó tce pozb ę dziemy si ę tych intruz ó..."
Benito Juarez - strona 66
" — Kto tam? — zapyta ł przestraszony. — To ja, dozorca. Czeka ł em na pana. Zapaliwszy ś wiec ę , poprowadzi ł trapera do pokoju Emilii. Miał a jeszcze na sobie str ó j wieczorowy. — Ciesz ę si ę , ż e pana widz ę — rzek ł a..."
Benito Juarez - strona 67
" zbrodni ę ! - Jutrzejszego ranka skaza ń cy zostan ą zawiadomieni, ż e czeka ich ś mier ć . O drugiej w nocy, w tajemnicy przed mieszka ń cami miasta, Francuzi wyprowadz ą ich za miasto i dokonają egzekucji. Czy Juarez mo ż e przyby ć do tego czasu? -..."
Benito Juarez - strona 68
" liczby uzbrojonych ludzi, aby zdoł ali pokona ć oddzia ł egzekucyjny. — Jaki ma by ć du ż y? — To tylko jedna kompania. Ale za to wszyscy obecni w Chihuahua oficerowie chc ą by ć ś wiadkami tego nikczemnego widowiska. — Czy nie powinna pani wcze ś..."
Benito Juarez - strona 69
" Pę dem przebieg ł ulic ę i wpad ł do gospody. W izbie siedzia ł gospodarz przy nik ł ym blasku ś wiecy ł ojowej. - I co? - zapyta ł . - Jedzie pan? - Tak, i to natychmiast! Czy ko ń m ó j nakarmiony i napojony? - Oczywi ś cie. Ale co si ę..."
Benito Juarez - strona 70
" — Niech pan to schowa — obruszy ł si ę Meksykanin. — Nie przyjm ę od pana pieni ę dzy. Ale Mał y Andre szybko wcisn ął mu co ś w r ę k ę , wskoczy ł na konia, spi ął go ostrogami tak silnie, ż e stan ął d ę ba, i pogna ł..."
Benito Juarez - strona 71
" Opuś ciwszy miasto, ma ł y traper gna ł jak szalony. Na szcz ęś cie pozna ł dobrze okolice podczas kilkudniowego kr ąż enia dooko ł a miasta. W ci ą gu godziny dotar ł do um ó wionego miejsca spotkania. Zatrzyma ł si ę i wyda ł kilka okrzyk ó w..."
Benito Juarez - strona 72
" Zaczął bada ć przej ś cie, o ile na to pozwala ł o sk ą pe ś wiat ł o brzasku. I tu trop ó w nie by ł o. Dosiad ł znowu konia, przep ł yn ął na drugi brzeg i skierowa ł si ę na p ół nocny wsch ó d w kierunku Liano de Los Cristianos. Rozja..."
Benito Juarez - strona 73
" strzelcy, a nast ę pnie Indianie. Od dawna już spostrze ż ono je ź d ź ca. - Kto to by ć mo ż e? - zaciekawi ł si ę Juarez. - Uff! - zawo ł a ł Nied ź wiedzie Serce. - To kusy cz ł owieczek. Przyjrzawszy się dok ł adnie, Sternau..."
Benito Juarez - strona 74
" do czasu podrywał si ę w g ó r ę w okropnych drgawkach. Tu ż przed Juarezem wykona ł ostatni skok. — Na mi ł o ść bosk ą , skacz pan na ziemi ę ! — zawo ł a ł Juarez. Mał emu Andre nie trzeba by ł o tego powtarza ć . B ł..."
Benito Juarez - strona 75
" jego osob ą . - Wyjecha ł em wam naprzeciw w zwi ą zku z dekretem Maksymiliana, na kt ó rego mocy ka ż dy republikanin powinien by ć karany ś mierci ą jako bandyta - ci ą gn ął Ma ł y Andre. Oczy prezydenta zabł ys ł y gniewem. - Nigdy nie..."
Benito Juarez - strona 76
" — Jest trzydziestu kilku zak ł adnik ó w. I to oni dzi ś o drugiej w nocy maj ą by ć rozstrzelani. — Wielkie nieba! Trzeba ich ratowa ć ! Ale jak? Mamy bardzo ma ł o czasu. — Dlatego te ż nie mo ż emy go traci ć — wtr ą ci ł..."
Benito Juarez - strona 77
" - Czy wszystko ma si ę odby ć w tajemnicy? - Zgad ł pan. Jedynie seniorita Emilia jest do niej dopuszczona. - Ona pana przysy ł a? - Tak. - Co chce zrobi ć , gdyby ś my nie zd ąż yli na czas? - B ę dzie czeka ć do p ół nocy, potem zwo ł..."
Benito Juarez - strona 78
" Otoczyli go koł em. — Przede wszystkim trzeba jak najszybciej zawiadomi ć seniorit ę Emili ę , ż e pomoc przyb ę dzie. Nie wolno nam dopu ś ci ć do buntu w mie ś cie. Najszybsi nasi je ź d ź cy musz ą ruszy ć niezw ł ocznie, by dotrze ć do..."
Benito Juarez - strona 79
" - Ż ycie pa ń skie jest zbyt cenne, by je wystawia ć pod kule. - Mimo to wyrusz ę na czele pierwszego oddzia ł u. Kto wie, czy samo moje pojawienie si ę nie wywo ł a wi ę kszego skutku od kul. - Mo ż e ma pan racj ę . Zreszt ą b ę dziemy mieli..."
Benito Juarez - strona 80
" — A wi ę c ż yczy pan sobie — Sternau odpowiedzia ł pytaniem napytanie — bym w pa ń skim imieniu odwiedzi ł komendanta? Ale czy dopuszcz ą mnie do niego? — Mam nadziej ę , ż e tak. Prosz ę powiedzie ć Francuzom, ż e proponuj ę im..."
Benito Juarez - strona 81
" oddzia ł pod ąż a za nimi. - Jest teraz dziesi ą ta - odezwa ł si ę po niemiecku. - Po jedenastu godzinach, a wi ę c o dziewi ą tej wieczorem powinni ś my by ć w Chihuahua. To wystarczy. Czy wiadomo panu, gdzie ma si ę odby ć egzekucja? - Nie..."
Benito Juarez - strona 82
" wypoczęł y nieco i nie wesz ł y do wody spienione. Przeprawiwszy si ę przez rzek ę , ruszyli znowu pe ł nym galopem. Niedaleko miasta Sternau zwr ó ci ł si ę do trapera: — Czy znajdzie si ę tutaj jakie ś bezpiecznie schronienie dla koni? — Tak. P ó..."
Benito Juarez - strona 83
" - To ten wysoki, du ż y budynek na prawo. - Nie ś wieci si ę , ale wejd ź my. - Na noc zwykle zamykaj ą okiennice. Na ulicy panował y ca ł kowite ciemno ś ci. Nikt nie zauwa ż y ł przybysz ó w. Brama domu Emilii by ł a tylko przymkni ę ta, weszli wi..."
Benito Juarez - strona 84
" — Wi ę c mog ę zapali ć ś wiat ł o. My ś la ł em ju ż , ż e pan nie przyb ę dzie. — Seniorita w domu? — Tak. Oczekuje z wielkim niepokojem. Stary zapali ł ś wiat ł o. — Ach, jeszcze jeden senior! — wykrzykn ął ...."
Benito Juarez - strona 85
" - Oto kto ś , kto wyt ł umaczy mnie przed pani ą . Odsun ął si ę na bok. - Senior Andrs! - Emilia odetchn ęł a z ulg ą . - Witaj, witaj! Wejd ź cie do pokoju! - Niech pani przede wszystkim pozwoli, bym jej przedstawi ł mego towarzysza - rzek ł..."
Benito Juarez - strona 86
" — Panu to maj ą do zawdzi ę czenia, senior Andre. Trudno sobie wyobrazi ć , jakie m ę ki prze ż ywaj ą ci bieda cy. Są przekonani, ż e zostan ą , zamordowani, nie po ż egnawszy swoich najbli ż szych i nie sporz ą dziwszy testamentu. Spotka ł pan..."
Benito Juarez - strona 87
" miasta. Zakre ś la nad rzek ą p ół kole, tworz ą c co ś w rodzaju cypla. Tam w ł a ś nie ma si ę odby ć egzekucja. - Czy rzeka w tym miejscu jest g łę boka? - G łę boka i rw ą ca. Francuzi maj ą zamiar powrzuca ć do niej cia ł a..."
Benito Juarez - strona 88
" — Oczywi ś cie po walce, o ile wyjdzie z niej ca ł o. — Prawdopodobnie i przedtem. — To b ę dzie chyba niemo ż liwe, senior. — Dlaczego? Czy nie jest on u komendanta? — Oczywi ś cie. Dowiadywa ł am si ę , co oficerowie zamierzaj ą robi ć dzisiaj...."
Benito Juarez - strona 89
" Sternau wstał . - Seniorita, czy wygl ą dam na cz ł owieka, kt ó rego ł atwo uj ąć i rozstrzela ć ? - O nie! Wygl ą da pan jak bohater z bajki. Co jednak mo ż e Herkules przeciw kuli rewolwerowej czy karabinowej? - Nie mog ę si ę nad tym zastanawia ć..."
Benito Juarez - strona 90
" mego domu. Wypatruje tylko chwili, kiedy Juarez stanie się panem Chihuahua. Do ł o ż y wszelkich stara ń , by j ą przy ś pieszy ć . To on mnie powiadomi ł , ż e oficerowie zebrani s ą u komendanta. — Przypuszcza pani, ż e m ó g ł by umo ż liwi..."
Benito Juarez - strona 91
" Znikł za rogiem ulicy, Sternau pozosta ł pod bram ą . Wr ó ci ł po jakim ś kwadransie. - No i co? - dopytywa ł si ę Sternau. - Zgodzi ł si ę , proponuje tylko inn ą drog ę . S ł yszy pan kroki? To on. W zamku zgrzytnął cicho klucz, drzwi..."
Benito Juarez - strona 92
" uprzedził mnie, o co chodzi. Zaprowadz ę pana na g ó r ę , a on tu poczeka. Miną wszy cztery pokoje, zatrzymali si ę przed pi ą tymi drzwiami i klucznik zacz ął nas ł uchiwa ć . — Nie ma nikogo — wyszepta ł . — Niech pan popatrzy — uchyli..."
Benito Juarez - strona 93
" G łó wne wej ś cie zastali otwarte, szeroki korytarz by ł o ś wietlony. Przed ratuszem nie by ł o posterunku. Uchylone drzwi wartowni wychodzi ł y na korytarz. Gdy Sternau chcia ł je min ąć , zjawi ł si ę w nich podoficer i zapyta ł uprzejmie: -..."
Benito Juarez - strona 94
" — Nazywam si ę doktor Sternau. — Prosz ę za mn ą . Oficerowie, zgromadzeni w duż ej sali, popijali ananasowy poncz i prowadzili zwyczajem francuskim lekk ą i weso łą rozmow ę o polityce, gdy wszed ł podoficer i zameldowa ł : — Jaki ś pan chce m..."
Benito Juarez - strona 95
" - Dobry wiecz ó r panom - powiedzia ł Sternau, sk ł oniwszy si ę uprzejmie. Wstali i odpowiedzieli ukł onem. - Skierowano mnie do komendanta Chihuahua. - To ja nim jestem. Pozwoli pan, ż e przedstawi ę mu pan ó w oficer ó w. Przy każ dym nazwisku Sternau..."
Benito Juarez - strona 96
" — Z przyczyn, kt ó re do sprawy nie nale żą , przebywa ł em d ł u ż szy czas nad po ł udniowymi morzami. Wzgl ę dy rodzinne zmusi ł y mnie do przyjazdu stamt ą d do Meksyku. Wybra ł em drog ę , id ą c ą w kierunku granicy Nowego Meksyku. — Eh,..."
Benito Juarez - strona 97
" - Na to jeszcze b ę dzie czas. Prosz ę przede wszystkim odpowiedzie ć na moje pytanie! To nie był a pro ś ba, ale rozkaz. Sternau ci ą gn ął jednak dalej: - Tak, pozna ł em Juareza, i to podczas... - Pyta ł em, gdzie jest Juarez! - krzykn ął Laramel...."
Benito Juarez - strona 98
" Takiej reprymendy puł kownik nie s ł ysza ł zapewne jeszcze nigdy w ż yciu. Podni ó s ł si ę wi ę c i chwyci ł za rapier, — Monsieur, chce mnie pan obrazi ć ?! — zawo ł a ł . — Sk ą d ż e znowu. Żą dam tylko, aby mnie traktowano..."
Benito Juarez - strona 99
" - Czy mam przez to rozumie ć , ż e jest pan przyjacielem Juareza? - zapyta ł komendant powa ż nym tonem. - Tak, w ł a ś nie to chcia ł em powiedzie ć . Komendant zmarszczy ł czo ł o. - Odnosz ę wra ż enie, ż e odznacza si ę pan niezwyk..."
Benito Juarez - strona 100
" zapatrywań . Przejd ź my wi ę c nad tym do porz ą dku. Powtarzam, ż e mia ł em okazj ę pozna ć Juareza i zdoby ć jego. zaufanie. Obecno ść moja tutaj jest tego dowodem, przybywam bowiem do was jako wys ł annik Zapoteki. — Jest wi ę c pan jego wys ł..."
Benito Juarez - strona 101
" majestat. O tym powinien wiedzie ć ka ż dy przeci ę tnie wykszta ł cony cz ł owiek. - Podzielam to zdanie, chcia ł bym tylko zapyta ć , czy m ó wi ą c o zdrajcach kraju, ma pan na my ś li Juareza? - A kog ó zby innego? Nawo ł uje do buntu przeciw nam,..."
Benito Juarez - strona 102
" — Panie kolego, czy i t ę zniewag ę pan zniesie? — Nie — odpowiedzia ł komendant. Wsta ł i zwr ó ci ł si ę do doktora: — Nazwa ł nas pan zwyk ł ymi w ł amywaczami. — Ani mi to w g ł owie! To s ł owa Zapoteki. 0 moim osobistym..."
Benito Juarez - strona 103
" - Naturalnie. Z prawdziw ą przykro ś ci ą musz ę o ś wiadczy ć , ż e po pierwsze, nie uznaj ę pe ł nomocnika eks-prezydenta za pos ł a, a wi ę c osob ę nietykaln ą , a po drugie, ż e zatrzymam pana jako swego je ń ca. Sternau za ł o ż y..."
Benito Juarez - strona 104
" Jeż eli nie chcecie wys ł ucha ć pe ł nomocnika Juareza, to mo ż e nie zaszkodzi wys ł ucha ć cz ł owieka, kt ó rego informacje mog ą by ć dla was cenne. — Nie spodziewam si ę po nich niczego — powiedzia ł komendant lekcewa żą co. —..."
Benito Juarez - strona 105
" - S ą dzicie, ż e wam si ę to uda? - Jestem o tym przekonany. - Musz ę w takim razie poinformowa ć pana, ż e jest w b łę dzie. Wasza wyprawa sko ń czy ł a si ę fiaskiem. - Jak to?! Co pan wie? - Juarez od dawna zna ł wasze plany. Atak na..."
Benito Juarez - strona 106
" — Oczywi ś cie. — To tylko chwilowy sukces eks-prezydenta. Widocznie nie uda ł o si ę nam go zaskoczy ć . Ale teraz moje dzielne wojsko zdob ę dzie fort i albo schwyta Juareza, albo go przep ę dzi. — Niestety, jeste ś cie za s ł abi. Komendant zblad ł ...."
Benito Juarez - strona 107
" - To k ł amstwo! - powt ó rzy ł Laramel z w ś ciek ł o ś ci ą . - Ten cz ł owiek łż e. Ledwie zdąż y ł wypowiedzie ć ostatnie s ł owo, a ju ż le ż a ł na pod ł odze. Sternau wsta ł b ł yskawicznie i zdzieli ł go pi..."
Benito Juarez - strona 108
" — wyci ą gn ął rapier z pochwy. Reszta oficer ó w posz ł a za jego przyk ł adem. — Schowajcie bro ń — Sternau zn ó w m ó wi ł bardzo spokojnie. — Przyszed ł em, aby ś cie mnie wys ł uchali, i zmusz ę was do tego. Rapier ó w..."
Benito Juarez - strona 109
" swych miejscach - ci ą gle trzymaj ą c w r ę ku rewolwer m ó wi ł to tak ostrym tonem, ż e oficerowie pos ł usznie spe ł nili polecenie. - Wspominali ś cie o rozkazie, w my ś l kt ó rego ka ż dy zwolennik Juareza ma by ć traktowany jak bandyta...."
Benito Juarez - strona 110
" — Żą dania? Jak pan ś mie u ż ywa ć takich s łó w? Po wtarzam, ż e skrupulatnie wykonam otrzymany rozkaz. — Bardzo mi przykro, przede wszystkim ze wzgl ę du na pana. — Ju ż dzisiaj spe ł ni ę obowi ą zek. A wie pan, kogo pierwszego ka..."
Benito Juarez - strona 111
" drzwi przed nosem. Wś ciekli Francuzi st ł oczyli si ę przy drzwiach by ł y jednak zamkni ę te na klucz. Nie przysz ł o im do g ł owy, by otworzy ć okno i zaalarmowa ć wart ę . Walili zapami ę tale pi ęś ciami, zanim drzwi nie zosta ł y otwarte. Stan..."
Benito Juarez - strona 112
" — Nie poszed ł , lecz pojecha ł . — Konno? Mia ł konia w pobli ż u? — Tak, senior. Sta ł em przy bramie. Nawet mnie potr ą ci ł , tak si ę spieszy ł . Wydostawszy si ę na ulic ę , zagwizda ł . Podjecha ł jaki ś je ź dziec, prowadz ą..."
Benito Juarez - strona 113
" — Zupe ł nie niepotrzebnie. Oto klucze i latarka. Poż egna ł si ę i odszed ł szybkim krokiem. Kiedy przechodzi ł przez miasto, nie spotka ł ż ywej duszy. Konia znalaz ł w tym samym miejscu, w kt ó rym go zostawi ł . Gdy zastanawia ł si ę ,..."
Benito Juarez - strona 114
" - Juarez, obaj wodzowie Apacz ó w, wszyscy ich towarzysze, a spo ś r ó d wojownik ó w stu najlepszych je ź d ź c ó w. S ł absi s ą jeszcze w drodze. - Stu je ź d ź c ó w? To wystarczy! W drog ę ! Odwi ą zali konie i opu ś cili lasek. Wkr ó tce..."
Benito Juarez - strona 115
" ró wnie ż . Dlatego Francuzi nie chcieli z panem pertraktowa ć . Mnie za ś zamierzali dzi ś jeszcze w nocy rozstrzela ć , razem z zak ł adnikami. — Czy o ś wiadczy ł im pan, ze b ę d ę si ę m ś ci ł : oko za oko, z ą b za z ą b? — Wy..."
Benito Juarez - strona 116
" - Wszyscy zebrali si ę w ratuszu u komendanta. Zakradniemy si ę tam i obezw ł adnimy ich. Podobno jest juz tutaj stu naszych wojownik ó w. Po ł owa wystarczy, by ca ł y ob ó z francuski wzi ąć do niewoli. - Ale czy uda nam si ę opanowa ć ratusz przez..."
Benito Juarez - strona 117
" W drodze do domu Emilii nie spotkali ż ywej duszy. — Chihuahua nie wygl ą da na miasto okupowane przez nieprzyjaciela — zauwa ż y ł Juarez. — Zaczynam wierzy ć , ż e bez trudu pokonamy Francuz ó w. W ciemnej sieni natknę li si ę na dozorc ę . —..."
Benito Juarez - strona 118
" obie r ę ce. - Witaj nam w mie ś cie, presidente! Jestem dumna, ż e pierwsza mam zaszczyt powita ć pana! - Dzi ę kuj ę , seniorit ą - rzek ł Juarez z w ł a ś ciw ą sobie ł agodno ś ci ą . - Przyznaj ę , ż e w znacznym..."
Benito Juarez - strona 119
" — Czy s ą w ś r ó d oficer ó w tacy, kt ó rzy w szczeg ó lnych okoliczno ś ciach potrafiliby zachowa ć si ę wyj ą tkowo? — Nie. Nawet pu ł kownik Laramel, kt ó ry niedawno tu przyby ł , jest tylko zwyczajnym okrutnikiem. Juarez zmarszczył czo..."
Benito Juarez - strona 120
" niewoli. Poniewa ż ich zaskoczymy, w ą tpi ę , by stawiali op ó r. Co wi ę cej: w strachu o w ł asn ą sk ó r ę oddadz ą swych ż o ł nierzy w nasze r ę ce. - Dzi ę ki temu - wtr ą ci ł Juarez - zapobiegniemy niepotrzebnemu przelewowi..."
Benito Juarez - strona 121
" wskazać cz ł owieka, kt ó remu mo ż na by powierzy ć to zadanie. — Je ś li tak pan uwa ż a... Obok mnie mieszka skromny obywatel, got ó w ż ycie odda ć za rzeczpospolit ą . Zna wszystkich patriot ó w w mie ś cie. — Kto to taki? — Gospodarz..."
Benito Juarez - strona 122
" - M ó j Bo ż e, prezydent! - zawo ł a ł teraz. - Ach, senior, nie mog ę wprost uwierzy ć ! Juarez podał mu r ę k ę . - Sk ą d pan mnie zna? - zapyta ł . - Widzia ł em seniora, gdy pan wyje ż d ż a ł st ą d do Paso del Norte...."
Benito Juarez - strona 123
" — O, Bo ż e! Przecie ż Francuzi wezm ą pana do niewoli! — Nie uda ł o im si ę wzi ąć doktora, mimo i ż by ł sam, nie uda i mnie, tym bardziej ż e b ę dzie ze mn ą pi ęć dziesi ę ciu Indian. To ja wezm ę pan ó w oficer ó w do..."
Benito Juarez - strona 124
" Juarez, bę d ą cy ju ż przy drzwiach, odwr ó ci ł si ę nagle. - Przysz ł a mi pewna my ś l do g ł owy - powiedzia ł . - Czy mia ł aby pani odwag ę nam towarzyszy ć ? - Oczywi ś cie - przytakn ęł a szybko. - Przynajmniej nie b..."
Benito Juarez - strona 125
" Lepiej, by oficero wie myś leli, ż e przybieg ł a pani do nich zaraz po otrzymaniu tej wiadomo ś ci. — Narzuc ę tylko mantyl ę . Gdy wszyscy troje opuś cili dom, na ulicach by ł o tak ciemno, ż e nie zauwa ż yli Indian lez ą cych na ziemi wzd ł u ż..."
Benito Juarez - strona 126
" - A gdzie Apacze? - zwr ó ci ł si ę Juarez p ół g ł osem do Sternaua. Gdy tylko to powiedział , z ciemno ś ci dobieg ł ledwie s ł yszalny szept: - Jeste ś my tutaj. Gdyby ktoś chwil ę p óź niej obserwowa ł pi ę tro ratusza, zauwa ż y..."
Benito Juarez - strona 127
" — Pani tutaj, seniorita? O tak p óź nej porze? — dziwi ł si ę komendant. — Obowi ą zek nakazywa ł mi odszuka ć pan ó w. — Obowi ą zek? To brzmi bardzo powa ż nie. — Bo i sprawa jest nadzwyczaj powa ż na, seniores. — Prosz ę usi..."
Benito Juarez - strona 128
" - Ach, tylko tyle! My ś la ł em, ż e to znacznie gorsze nowiny. - Pan mnie zdumiewa! Czy ż to nie najgorsza nowina, jak ą mog ł am przynie ść ? - Nie. Zreszt ą by ł em na ni ą przygotowany. Ju ż dzi ś wieczorem doniesiono mi, ż e Juarez opu..."
Benito Juarez - strona 129
" — Jestem przekonana, ż e to prawda. Wiadomo ść t ę przyni ó s ł mi zaufany cz ł owiek. Wiecie przeciez ż e wsz ędzie mam swoich ludzi. Wś r ó d nich znajduje si ę tak ż e pewien meksyka ń ski poszukiwacz z ł ota. Byt ś wiadkiem niedawnych..."
Benito Juarez - strona 130
" - Mo ż e przy łą czy si ę do niego kilku awanturnik ó w. - Znowu si ę pan myli. Prowadzi z sob ą kilkuset Apacz ó w. - Phi, nawet kilka tysi ę cy nie zaw ł adnie miastem. - Mog ą si ę jednak podkra ść i nas zaskoczy ć . - I co z tego? -..."
Benito Juarez - strona 131
" ujrzeli czł owieka ubranego w str ó j meksyka ń ski, o twarzy ś wiadcz ą cej o pochodzeniu india ń skim. Przygl ą da ł im si ę badawczo i u ś miecha ł ironicznie. — Kto odwa ż y ł si ę tu wej ść ? — komendant by ł wyra ź nie..."
Benito Juarez - strona 132
" - Senior Sternau! - zawo ł a ł Juarez. Gdy doktor wszedł , Laramel uni ó s ł si ę mimo kr ę puj ą cych wi ę z ó w i zacz ął co ś w ś ciekle be ł kota ć . - Zostaw mi, senior, dziesi ę ciu ludzi - rzek ł Juarez do Sternaua -..."
Benito Juarez - strona 133
" — Nazywam si ę Emilia — odpar ł a cichym, nieco zachrypni ę tym g ł osem. — Seniorita Emilia? Imi ę to jest mi dobrze znane. Nale ż y pani do moich zaciek ł ych wrog ó w, prawda? Wyrz ą dzi ł a mi pani wi ę cej szkody ani ż eli ca ł a..."
Benito Juarez - strona 134
" - Wybacz, seniorita, ale musia ł em by ć tak brutalny. - To przecie ż zrozumia ł e. Czy teraz mog ę z panem pozosta ć ? - Lepiej nie. Nie wiadomo, czy ci, kt ó rych chcemy obezw ł adni ć , nie b ę d ą stawiali oporu. Ot óż i klucznik. Niech pani..."
Benito Juarez - strona 135
" Tymczasem na gó rze Juarez szykowa ł si ę do rozmowy z komendantem. Kaza ł mu wyj ąć knebel z ust i pozwoli ł usi ąść na krze ś le. — Pods ł ucha ł em — zacz ął — co nieco z tego, o czym m ó wi ł pan z seniorit ą Emili..."
Benito Juarez - strona 136
" - U ż y ł pan niew ł a ś ciwego por ó wnania. Rozstrzelani byli buntownikami. - Czy jestem buntownikiem, je ż eli wyp ę dzam cz ł owieka, kt ó ry wdar ł si ę do mojego domu si łą lub podst ę pem po to, aby mnie pozbawi ć wolno ś ci? Niech..."
Benito Juarez - strona 137
" — Pa ń skie wojska! Phi! Chihuahua jest w tej chwili otoczona przez moich ludzi. Bez mojej zgody nikt nie mo ż e wej ść do miasta ani wyj ść z niego. G łó wna warta i wszyscy oficerowie s ą uwi ę zieni. Wys ł ane przeciwko mnie wojska zosta ł y pobite...."
Benito Juarez - strona 138
" - Do licha! Gdybym nie by ł zwi ą zany, pokaza ł bym panu, w jaki spos ó b oficer reaguje na tego rodzaju obraz ę ! - Czcze gadanie! Czarny Gerard uderzy ł pana pi ęś ci ą . I co? Zareagowa ł pan? Jako oficer, zas ł u ż y ł pan na miano cz ł owieka..."
Benito Juarez - strona 139
" — Milczenie wskazuje, ż e przyznaje mi senior racj ę . Zreszt ą , nie chodzi mi wcale o to, kto z nas dw ó ch jest bardziej powo ł any do pertraktacji. Niech fakty przem ówią . Prosz ę o odpowied ź : czy ma pan nowe rozporz ą dzenie do dekretu z trzeciego pa ź..."
Benito Juarez - strona 140
" - Wyda ł pan rozkaz rozstrzelania dzisiejszej nocy moich zwolennik ó w, kt ó rzy znajduj ą si ę w pa ń skim r ę ku? - Do licha! Sk ą d pan o tym wie? - To moja tajemnica. Mia ł em tu przyby ć kilka dni p óź niej, przyby ł em jednak dzi ś , aby..."
Benito Juarez - strona 141
" bo by ł y wyni kiem oszustwa, pań stwa te po łą czy ł y si ę , by mnie zmusi ć do zap ł aty. Po pewnym czasie Anglia i Hiszpania wycofa ł y si ę , przyznaj ą c mi racj ę . Tylko Francja ust ą pi ć nie chcia ł a. Wys ł a ł a przeciw nam swoje..."
Benito Juarez - strona 142
" mam stosowa ć t ę zasad ę wobec was, seniores? Czy mam pom ś ci ć zabitych, kt ó rzy padli, broni ą c swojej ziemi przed waszym najazdem? Czy mam pom ś ci ć niewinnych, zamordowanych na mocy tego haniebnego dekretu? Czy mam Basaine'a i tego, kt ó rego nazywacie..."
Benito Juarez - strona 143
" Poniewa ż os ą dzi was historia, ja si ę od s ą du uchylam. Zapoteka stoi przed mordercami swego ludu, przed tymi, kt ó rzy znisz czyli jego kraj. Jeż eli b ę dziecie mnie s ł ucha ć , wyjdzie to wam na dobre, je ż eli nie — spadnie na was moja karz ą ca..."
Benito Juarez - strona 144
" trzymali no ż e, przygotowane do zadania ciosu. Juarez opu ś ci ł sal ę i uda ł si ę do wartowni. Czeka ł tam na niego Sternau, siedz ą c przy stole. W pomieszczeniu i na korytarzu stali w milczeniu Apacze. Gdy wszed ł Juarez, Sternau podni ó s ł si ę..."
Benito Juarez - strona 145
" — O ś wiadczy ł em wyra ź nie, ze nie b ę dzie to mia ł o sensu. Da ł em im dziesi ęć minut na powzi ę cie decyzji. Nie dodam do tego ani sekundy. Czy pan post ą pi ł by inaczej? — Na pewno nie. Mam jeszcze pro ś b ę do pana... — S ł ucham...."
Benito Juarez - strona 146
" ratusza. Lez ą zwi ą zani w piwnicy. - Kto ich pilnuje? - Pi ę ciu ż o ł nierzy. Jest tam tez z nimi trzech francuskich kapelan ó w wojskowych. - Sprowadz ę kilku Indian. P ó jdzie pan z nami do piwnicy, dobrze? Po chwili przyprowadził dziesi ę ciu Apacz..."
Benito Juarez - strona 147
" Klucznik wykonał polecenie i odsun ął rygiel. Gdy otworzy ł drzwi, Sternau zobaczy ł wielk ą hal ę o ś wietlon ą niewielk ą lamp ą . Dziesię ciu Indian niepostrze ż enie w ś lizn ęł o si ę do ś rodka. Niemal jednocze ś nie rozleg ł..."
Benito Juarez - strona 148
" - Wolni? Naprawd ę wolni?! - pytali z niedowierzaniem. - Tak. To Juarez uratowa ł wam ż ycie. - Juarez - wykrzykn ę li rado ś nie i zacz ę li jeden przez drugiego pyta ć o szczeg ół y oraz komentowa ć zdarzenie. - Uspok ó jcie si ę ,..."
Benito Juarez - strona 149
" Gdy prezydent wszedł do sali, w kt ó rej znajdowali si ę oficerowie, wszystko wygl ą da ł o tak samo jak przed dziesi ę cioma minutami. Da ł znak r ę k ą Apaczom. B ł yskawicznie zakneblowali usta Francuzom. Tylko komendanta oszcz ę dzono. — Czas min ął..."
Benito Juarez - strona 150
" - Sacre! Co pan chce uczyni ć ? - dopiero teraz komendant by ł naprawd ę przera ż ony. - Pu ł kownik Laramel jest morderc ą kilkuset moich rodak ó w. Nigdy nie oszcz ę dza ł przeciwnika, nie darowa ł winy czy ż ycia. To za jego spraw ą mia ł..."
Benito Juarez - strona 151
" wyrok skazują cy go na ś mier ć przez powieszenie. O to mo ż e pan by ć spokojny. Po tych sł owach Indianinowi, stoj ą cemu obok Laramela, wskaza ł tkwi ą cy w suficie zakrzywiony hak, na kt ó rym podczas specjalnych uroczysto ś ci umieszczano kandelabr. —..."
Benito Juarez - strona 152
" sprawi ł y, ż e by ł przekonany, i ż nikt nie odwa ż y si ę go powiesi ć . - Nie poddamy si ę , ale te ż nie zniesiemy d ł u ż ej takiego traktowania! - wykrztusi ł komendant. - Zwariowa ł pan chyba. Oto moja odpowied ź ! - Juarez da..."
Benito Juarez - strona 153
" komendant miał zn ó w knebel w ustach. Juarez opu ś ci ł pok ó j. Chcia ł odszuka ć Sternaua, zszed ł wi ę c do piwnicy. Spotkali si ę w korytarzu. Ś wiat ł o latarki klucznika by ł o s ł abe, dlatego te ż zak ł adnicy w pierwszej chwili nie..."
Benito Juarez - strona 154
" wyci ą gn ęł y si ę do niego. Nie by ł o jednak na d ł u ż sz ą rozmow ę czasu. - Najpierw uzbroicie si ę , seniores - powiedzia ł Juarez - p óź niej postanowimy, jak ukara ć Francuz ó w. Zaprowadził ich do wartowni. Otrzymali strzelby i..."
Benito Juarez - strona 155
" w tym samym miejscu, gdzie wy mieliś cie ponie ść ś mier ć . Ten akt sprawiedliwo ś ci nale ż a ł si ę tym wszystkim, kt ó rzy zgin ę li z morderczych r ą k naje ź d ź cy. Sł owa Juareza wywar ł y silne wra ż enie na Meksykanach, a zapewne..."
Benito Juarez - strona 156
" - Nie skorzystali ś cie z wyznaczonego terminu. Musicie wi ę c ponie ść konsekwencje. Puł kownik zrozumia ł , ż e nie uniknie ś mierci. To do reszty z ł ama ł o jego but ę . - Gdybym jednak poprosi ł o wzgl ę dy dla ż o ł nierzy... Po chwili..."
Benito Juarez - strona 157
" — Opuszczacie prowincj ę i pospiesznie przez Durango, Zacatecas i Guanajuato wracacie prosto do stolicy? — Tak. — Obiecujecie, pan i wszystkie wojska francuskie, znajduj ą ce si ę obecnie w Chihuahua, nigdy ju ż przeciwko mnie nie walczy ć ? — Obiecuj ę w..."
Benito Juarez - strona 158
" razie nie znios ę jej obecno ś ci. - Mo ż e senior pozwoli jej uda ć si ę wraz z nami do stolicy? - Hm. A je ś li zostawicie j ą gdzie ś po drodze, aby znowu zacz ęł a dzia ł a ć przeciwko mnie? - Zapewniam s ł owem honoru, ż e dowioz ę..."
Benito Juarez - strona 159
" — Czy maj ą si ę ustawi ć na placu w zwartym szyku? — zapyta ł komendant. — Nie — odpar ł Juarez. — Niech dw ó ch pa ń skich oficer ó w stanie przy wej ś ciu i posy ł a ka ż dego ż o ł nierza do o ś wietlonej sali na..."
Benito Juarez - strona 160
" si ę zbli ż y ć do ratusza. Nagle zab ł ys ł o w nim jaskrawe ś wiat ł o, o ś wietlaj ą c grup ę Indian i strzelc ó w stoj ą cych na dole. Od grupy tej od łą czy ł a si ę jaka ś posta ć i podesz ł a do obywateli. By ł to Mariano...."
Benito Juarez - strona 161
" O tej samej porze bocznymi ulicami zmierzał o ku poł udniowej bramie miasta kilku m ęż czyzn na koniach, a w ś r ó d nich zawoalowana dama. To Emilia potajemnie opuszcza ł a Chihuahua, aby nie nara ż a ć si ę na z ł e j ę zyki republikan ó w i podejrzenia..."
Benito Juarez - strona 162
" Dopiero wtedy Juarez przypomniał sobie o lordzie Drydenie, z kt ó rym mia ł si ę spotka ć nad rzek ą Sabinas. Liczba partyzantó w wzros ł a do kilku tysi ę cy. M ó g ł wi ę c spokojnie zabra ć z sob ą dwustu je ź d ź c ó w. Sternau wraz z..."
Benito Juarez - strona 163
" POUFNY LIST Prowincja Chihuahua jest bardzo zalesiona. Niezadrzewione tereny cią gn ą si ę jedynie wzd ł u ż rzeki. Aby dotrze ć do niej, trzeba przemierzy ć puszcz ę albo te ż , nadk ł adaj ą c drogi, preri ę , kt ó ra od wschodu dochodzi ł a do..."
Benito Juarez - strona 164
" Podjechał do wodz ó w i r ó wnie ż zsiad ł z konia. - Czy m ó j bia ł y brat widzi te ś lady? - zapyta ł Nied ź wiedzie Serce, wskazuj ą c r ę k ą . - Rozmieszczenie ich dowodzi, ż e to biali. Niedź wiedzie Oko zacz ął chodzi ć..."
Benito Juarez - strona 165
" — Te ż tak my ś l ę . Mieli ś my p óź niej skr ę ci ć na p ół noc, ale teraz musimy tam jecha ć natychmiast. Tak zrobili. Coraz wyraź niejsze ś lady wskazywa ł y, ż e ś cigaj ą cy jad ą pr ę dzej ani ż eli ś cigani. Minęł o..."
Benito Juarez - strona 166
" Oddał wodze swego konia Ungerowi i ruszy ł piechot ą . Nied ź wiedzie Oko za nim. Preria nie był a tu szeroka, tworzy ł a w ą ski pas, ci ą gn ą cy si ę wzd ł u ż brzegu lasu; w kt ó rym znikn ę li ś cigani. Sternau i w ó dz Apacz ó w..."
Benito Juarez - strona 167
" Zbliż y ł si ę do obozu na tak ą odleg ł o ść , ż e m ó g ł wszystko wyra ź nie widzie ć . Pi ęć dziesi ę ciu m ęż czyzn roz ł o ż y ł o si ę doko ł a dw ó ch ognisk, nad kt ó rymi piekli mi ę so. Ubrani byli w stroje..."
Benito Juarez - strona 168
" - A co jego urocza c ó reczka? Sternau wzdrygn ął si ę znowu. - Nic sobie z niej nie robi ę ! - My ś la ł em, ż e jeste ś w niej zakochany - roze ś mia ł si ę pierwszy. - Nosisz przy sobie jej fotografi ę . - Tak jak wszyscy, aby si ę..."
Benito Juarez - strona 169
" — Przeznaczon ą dla Juareza, co? Zapoteka b ę dzie si ę diablo z ł o ś ci ł , gdy si ę dowie, ż e rywal go ubieg ł . To wystarczył o Sternauowi. Nie chc ą c si ę niepotrzebnie nara ż a ć , wr ó ci ł pod um ó wione drzewo. Po chwili..."
Benito Juarez - strona 170
" - To z pewno ś ci ą ł otr, kt ó ry pope ł ni ł jak ąś nikczemno ść i m ę cz ą go teraz wyrzuty sumienia. Czy brat m ó j jeszcze co ś us ł ysza ł ? - Nie. Poszed ł em na poszukiwanie koni, a nast ę pnie wr ó ci ł em tutaj. -..."
Benito Juarez - strona 171
" — Musimy bezwarunkowo uj ąć tych ludzi — postano wił Juarez — i to jak najpr ę dzej! Przecie ż nasze spotkanie z sir Drydenem mia ł o nast ą pi ć dzi ś wieczorem. — Proponuj ę wi ę c — zacz ął Sternau — aby nasze konie..."
Benito Juarez - strona 172
" - To dobry pomys ł , senior, ale rola tych dw ó ch jest jednak niebezpieczna. Kto si ę jej podejmie? - Ja, ja, ja... - rozleg ł o si ę wiele g ł os ó w. - Mamy odwa ż nych ludzi - ucieszy ł si ę Sternau. - Niech pan wybiera. - To trudna misja,..."
Benito Juarez - strona 173
" — A ja: francuski zastawiacz side ł . — Nie zmieni ę nazwiska, podam im moje prawdziwe. — Ja w zasadzie te ż , bo Lautreville to przecie ż moje dawne nazwisko. Przybyli ś my z Laredo przez Rio Grande del Norte i chcemy si ę dosta ć do Francuz ó w, aby..."
Benito Juarez - strona 174
" - St ó jcie! Podeszł o kilku ludzi, o ś wietlaj ą c ich pochodniami. Jeden zapyta ł z ponur ą min ą . - Czy jest was wi ę cej? - Sk ą d ż e znowu! - roze ś mia ł si ę Mariano. - Nie jeste ś cie mi potrzebni. - Ale wy nam. - Po co? -..."
Benito Juarez - strona 175
" miejcie się na baczno ś ci. Z ł y los was czeka, je ż eli przybywacie w niecnych zamiarach. Zsiedli z koni i prowadzili je za sobą . Gdy doszli do ognisk, le żą cy tam m ęż czy ź ni wstali i przypatrywali im si ę bezceremonialnie. Unger i Mariano przywitali ich..."
Benito Juarez - strona 176
" - Jedziemy znad Rio Grand ę . - Dok ą d? - Musicie to wiedzie ć ? Dobrze, ju ż dobrze, powiem. Ale nie jeste ś cie przypadkiem lud ź mi Juareza? - Co ci przysz ł o do g ł owy? Nie s ł u ż ymy ż adnemu Indianinowi. - No to w porz ą dku. M ó j..."
Benito Juarez - strona 177
" — Ale Basaine nie potrzebuje ludzi. — W takim razie jechali ś my na pr óż no. — Tak, chyba... ż e us ł uchacie dobrej rady. — Dobrych rad zawsze s ł uchamy ch ę tnie — wtr ą ci! Mariano. — A wi ę c, kr ó tko m ó wi ą c, mogliby ś..."
Benito Juarez - strona 178
" Macie ochot ę przysta ć do nas? - To powa ż na decyzja. Musimy si ę zastanowi ć . Gdzie przebywa Cortejo? - W hacjendzie del Erina. Ledwie zdoł ali ukry ć wra ż enie wywo ł ane t ą niespodziewan ą wiadomo ś ci ą . - Del Erina? - powt ó rzy..."
Benito Juarez - strona 179
" W oczach Ungera pojawił y si ę b ł yski gniewu. Najch ę tniej wpakowa ł by temu cz ł owiekowi kul ę w ł eb, tamten jednak zrozumia ł to inaczej. — Podoba wam si ę , co? — z dum ą w g ł osie zapyta ł . — Oczywi ś cie. Ale co na to ten......"
Benito Juarez - strona 180
" - Wi ę c s ą tam oboje z ojcem. - No nie, bo Cortejo wyjecha ł . - Dok ą d? Rozległ o si ę wo ł anie sowy. - Chcecie wiedzie ć zbyt wiele. Kiedy przy łą czycie si ę do nas, b ę dziecie mogli pyta ć o wszystko. - Musimy przedtem wiedzie ć ,..."
Benito Juarez - strona 181
" Nie panował ju ż nad sob ą . Wyci ą gn ął rewolwer, przy ł o ż y ł Meksykaninowi do skroni i nacisn ął cyngiel. Pad ł strza ł i zabity zwali ł si ę na ziemi ę . Reszta osł upia ł a. Unger skorzysta ł z tego i wystrzeli ł par ę..."
Benito Juarez - strona 182
" - Nie s ł ysza ł pan, co ten cz ł owiek opowiada ł ?! - krzykn ął ci ą gle podenerwowany Unger. - Nie, poszed ł em do koni. Wr ó ci ł em dopiero na odg ł os strza łó w i wtedy kaza ł em da ć ognia. - Te kanalie zas ł u ż y ł y na..."
Benito Juarez - strona 183
" Szybko się z tym uporali. Tylko jeden, gdy go dot knię to, j ę kn ął . Popatrzy ł szklanym wzrokiem i wykrztusi ł : — Ach, widz ę twarz hacjendera. — Co ten cz ł owiek m ó wi? — zainteresowa ł si ę Juarez. — Powiada, ż e widzi twarz..."
Benito Juarez - strona 184
" - List do Corteja - wymamrota ł . - Gdzie jest Cortejo? - W... w... San Juan. - A list? Ogień o ś wietla ł twarz umieraj ą cego. Z ka ż d ą sekund ą blad ł coraz bardziej. Zamkn ął oczy. Sternau potrz ą sn ął nim i krzykn ął : - Gdzie..."
Benito Juarez - strona 185
" Milczeli czas jakiś . — Co to mog ł o znaczy ć ? — zastanawia ł si ę Mariano. — Nie dowiemy si ę nigdy. Zabierze t ę tajemnic ę do grobu — odpar ł Unger. — A mo ż e nie? — Sternau by ł ,innego zdania. — Twarz hacjendera..."
Benito Juarez - strona 186
" - Prosz ę , senior - Sternau poda ł papier Juarezowi. Prezydent podszed ł do ogniska, by w jego ś wietle przeczyta ć list. Gdy sko ń czy ł , zwr ó ci ł si ę do swoich towarzyszy: - Pos ł uchajcie. Oto tre ść listu - odczyta ł go s ł..."
Benito Juarez - strona 187
" ANGIELSKIE MILIONY Port Refugio leż y nad uj ś ciem Rio Grande del Norte, dziel ą cej Meksyk od Teksasu. Mimo wielko ś ci rzeki i zalet, w jakie natura wyposa ż y ł a Refugio, w roku 1866 nie zaliczano go jeszcze do du ż ych port ó w. Rozwojowi ż eglugi nie sprzyja..."
Benito Juarez - strona 188
" Sir Henry mieszkał w ma ł ej, wygodnie urz ą dzonej kajucie jednego z parowc ó w. Niecierpliwi ł si ę i niepokoi ł , czy wys ł annika niespotka ł o w drodze co ś z ł ego. Był wiecz ó r. Zawo ł a ł do siebie sternika. - Wed ł ug mojej rachuby..."
Benito Juarez - strona 189
" — A je ś li nie dotar ł do Juareza i prezydent nic nie wie o naszym przybyciu? — To by ł oby fatalne. Mog ą napa ść na nas Francuzi i starać si ę zdoby ć ł adunek. W ka ż dym razie nie mo ż emy tu marudzi ć . — Kalkuluj ę , ż..."
Benito Juarez - strona 190
" - Owszem, lecz spotka ł em go nie w Paso del Norte, tylko w forcie Gaudalupe. - Wyjecha ł panu naprzeciw? - Nie, sir. Wed ł ug moich kalkulacji nic o mnie nie wiedzia ł . Przyby ł , jakby to powiedzie ć , bo taki by ł jego plan dzia ł ania. Tam, w g łę bi..."
Benito Juarez - strona 191
" — Postaram si ę zaraz o krople, kt ó re doskonale zwil ż aj ą zaschni ę te gard ł o. Otworzył szafk ę , wyj ął butelk ę i nala ł pe ł n ą szklank ę . — Pij na zdrowie, master! Zapewne jest pan tak ż e g ł odny! — Nie przecz ę..."
Benito Juarez - strona 192
" - Tak, a nawet wi ę cej. S ą one wa ż ne i z innych wzgl ę d ó w. A wi ę c - zacz ął opowiada ć z tajemnicz ą i szelmowsk ą min ą - zaje ż d ż am do fortu Guadalupe do starego Pirnera, ch ł op na schwal, ale swoj ą drog ą..."
Benito Juarez - strona 193
" del Norte, ale to był o zbyteczne, gdy ż prezydent przyjecha ł do fortu. Nie bez powodu zreszt ą . Czy wie pan, ż e Juarez rozpocz ął ju ż dzia ł ania wojenne? — Nie, nie wiem. — Ma poparcie Apacz ó w. W Guadalupe pobi ł wrog ó w na g ł ow ę ...."
Benito Juarez - strona 194
" - Oczywi ś cie w asy ś cie du ż ego oddzia ł u. - Rozumie si ę ! Nie zabraknie ludzi, gdy ż jak tylko prezydent pojawi si ę w Chihuahua, wielu wolontariuszy zaci ą gnie si ę pod jego rozkazy. - A wi ę c wie pan na pewno, ż e pokona ł Francuz ó w..."
Benito Juarez - strona 195
" — No w ł a ś nie. Czy zna ł pan tego Indianina? — Dawniej nie zna ł em, ale teraz to i owszem. — Co pan powiada!? Zna pan wodza o imieniu Nied ź wiedzie Serce?! Gdzie go pan spotka ł ? — W forcie. — To niemo ż liwe! Niejeden Indianin m ó g ł..."
Benito Juarez - strona 196
" przez bia ł ych. - Ale powiada pan, ż e widzia ł Nied ź wiedzie Serce. Tego zaginionego?! - Tak, jego we w ł asnej osobie. Lord zerwa ł si ę z krzes ł a. - Master, nie zdaje pan sobie sprawy, jak ą nowin ę mi przyni ó s ł ! Traper uś miechn..."
Benito Juarez - strona 197
" — Tak s ą dz ę , sir. — Dzi ę ki Najwy ż szemu! Zobacz ę go i b ę d ę m ó g ł z nim rozmawia ć ! Dowiem si ę o jego dawnych towarzyszach i o ich losie! No w ł a ś nie... Czy z Nied ź wiedzim Sercem byli jacy ś ludzie? — O, tak,..."
Benito Juarez - strona 198
" - Czy to ju ż wszyscy towarzysze wodza Apacz ó w? - Musz ę si ę zastanowi ć , milordzie. Zaraz... Przypominam sobie jeszcze jednego: olbrzymiego draba z brod ą si ę gaj ą c ą do pasa. By ł niegdy ś lekarzem, ale r ó wnie ż s ł awnym my ś..."
Benito Juarez - strona 199
" ostatni. Mimo róż nicy wieku niezwykle podobny do starego hrabiego. Sternau i on s ą na ty. Doktor nazywa ł go chyba Marianem. — A wi ę c i on uratowany! Bo ż e, dzi ę ki ci! Opowiadaj, master, opowiadaj! — Ch ę tnie, milordzie! Dowie si ę pan o wszystkim...."
Benito Juarez - strona 200
" - Phi, dobry my ś liwy nie zna uczucia zm ę czenia. Skoro pan chce jecha ć , jestem do pa ń skich us ł ug. Czy ludzie s ą na stanowiskach? - Wszyscy. Nawet kot ł y ju ż nagrzane, jak pan chyba zauwa ż y ł . - Ł odzie transportowe przymocuje si ę..."
Benito Juarez - strona 201
" Sę pi Dzi ó b zacz ął obchodzi ć ł odzie, zaszed ł te ż na pok ł ad drugiego parowca. W ś r ó d za ł ogi spotka ł niejednego znajomego. Zar ó wno ci, jak i pozostali robili dobre wra ż enie. Sternikowi drugiego parowca kaza ł trzyma ć..."
Benito Juarez - strona 202
" Na ca ł ej tej d ł ugo ś ci brzegi s ą poro ś ni ę te g ę stymi zagajnikami, za kt ó rymi strzelaj ą ku niebu pot ęż ne drzewa starego lasu. Mi ę dzy nimi ł atwo mo ż na przejecha ć na koniu, podczas gdy nadrzeczny zagajnik nastr ę cza wiele..."
Benito Juarez - strona 203
" — To by jeszcze usz ł o. Ale ż e nie przybijaj ą do brze gó w... Przecie ż liczyli ś my na nocny napad. Nic z tego. — Bodajby diabli porwali tego Anglika! Od San Juan gnamy za nim bez odpoczynku, konie ledwie zipi ą , a wszystko nadaremnie. — Trzeba by..."
Benito Juarez - strona 204
" - Schwytamy, senior, schwytamy. Po trzydziestu minutach las mocno się przerzedzi ł . Znale ź li si ę na p ół wyspie, kt ó ry wciska ł si ę klinem w wod ę . Grunt mia ł skalisty i ro ś linno ść sk ą p ą . St ą d ł atwo by ł o ogarn..."
Benito Juarez - strona 205
" — O nie, nie usiad ł , ale upad ł — doda ł sternik. — Chyba jest ranny. — Teraz zn ó w si ę podnosi, ale z trudem — powiedzia ł S ę pi Dzi ó b. — Chwieje si ę na nogach. Upad ł ! — Czy nie wy ś lemy ł odzi? Przecie..."
Benito Juarez - strona 206
" brzegu, wyl ą dowali, przymocowali cz ół no i zbli ż yli si ę do cz ł owieka le żą cego na ziemi. Rozmawiali z nim kilka minut, po czym - ku zdziwieniu obserwuj ą cych ich - sami wsiedli do cz ół na i zacz ę li p ł yn ąć z powrotem. Lord był..."
Benito Juarez - strona 207
" zatrzymać si ę nad rzek ą i wypatrywa ć lorda Drydena, aby mu przekaza ć wa ż ne wiadomo ś ci. — To nie brzmi prawdopodobnie. Juarez ustali ł miejsce spotkania z nami. Je ś liby wys ł a ł go ń ca, to tylko w tym przypadku, gdyby je zmieni ł lub..."
Benito Juarez - strona 208
" donie ść Juarez. - Pose ł mo ż e przecie ż przekaza ć wiadomo ść komu ś innemu - S ę pi Dzi ó b kr ę ci ł g ł ow ą z niedowierzaniem. - Bardzo mi si ę to wszystko nie podoba. Kto wie, ile ludzi kryje si ę za tamtymi drzewami. -..."
Benito Juarez - strona 209
" — Tak. I ja s ą dz ę , ż e b ę dzie pan doskona ł ym lordem. — No, godno ś ci mi nie brak. Jeste ś my jednakowego wzrostu, milordzie. Czy nie ma pan ze sob ą ubioru, jaki si ę zazwyczaj nosi w Londynie czy w Nowym Jorku? — Wie pan, ż e mam. —..."
Benito Juarez - strona 210
" w wielkim mie ś cie, a c óż dopiero na tym pustkowiu! Tylko sir Drydenowi nie był o do ś miechu. A i S ę pi Dzi ó b mia ł powa ż n ą min ę . - Albo ten jegomo ść jest istotnie go ń cem Juareza, albo ca ł a ta historia jest pu ł apk ą , w kt..."
Benito Juarez - strona 211
" miejcie się na baczno ś ci. Je ś li mnie schwytaj ą , to znaczy, ż e zamierzaj ą ukra ść nasz ł adunek. Spr ó buj ą zatem napa ść na was w nocy. — B ę dziemy czuwa ć . — Nabijcie armaty kartaczami, ale zr ó bcie to tak, aby z brzegu..."
Benito Juarez - strona 212
" ko ń oka ż e si ę dobry, b ę d ę u Juareza. - Ż ebym m ó g ł wiedzie ć , co si ę z panem stanie... - Je ś li na mnie napadn ą na brzegu, stwierdzicie to na w ł asne oczy, a o ucieczce was zawiadomi ę . Czy zna pan krzyk meksyka ń..."
Benito Juarez - strona 213
" — Ale ż sir, lord nie ż uje tytoniu — roze ś mia ł si ę sternik. — Phi! I lord przecie ż cz ł owiek! Czemu ż lordowie mieliby pozbawia ć si ę najsubtelniejszej rozkoszy ż ycia? Wszyscy lordowie ż uj ą , ale czyni ą to tak, ż..."