Bene nati
Orzeszkowa Eliza
Bene nati - strona 1
" Eliza Orzeszkowa BENE NATI "
Bene nati - strona 2
" I Pomimo mrozu Florian Kulesza, dzierżawca Laskowa, stał na ganku długiego, niskiego domu i bardzo życzliwym wzrokiem ścigał przebywającego dziedziniec młodzieńca w obcisłym ubraniu, w zgrabnej czapeczce i z fuzją na plecach. Ścigał go wzrokiem jeszcze i wtedy, gdy za..."
Bene nati - strona 3
" Pracować, śmiać się i jeść musiał dużo, zdawało się to niezawodnym; również niezawodnie lubił, serdecznie lubił wychodzącego z bramy młodzieńca. Z lubieniem tym przecież łączyła się widocznie troska, bo uśmiech wkrótce z ust mu zniknął i siedzącej na ławce kobiecie..."
Bene nati - strona 4
" — Awrelka jest młoda — z nagłą żywością odrzuciła kobieta — a Florian stary, więc powinien był mieć rozum i nie zapraszać go na stołowanie się u nas... — Ot, i znów powiedziała! Czy to ja zwierz, abym takiemu porządnemu człowiekowi pozwalał marnować się na licho wie..."
Bene nati - strona 5
" Z bliska za podlotkiem dreptał z wyciągniętymi rękoma dziewięcioletni chłopczyk, którego za zieloną bluzkę chwytać usiłowało dwóch rówieśników w białych koszulach, przepasanych paskami domowego tkania. Wszystko to z wielkim śmiechem i niezrozumiałymi krzykami przez ganek..."
Bene nati - strona 6
" A Florian Kulesza, do scen takich znać przyzwyczajony, nic nie mówił, tylko nogi szeroko rozstawił, obie ręce na kłębach oparł i znowu w uśmiechu białe zęby pokazywał. Gdy jednak Kuleszyna nie przestawała wniebogłosy krzyczeć: Awrelka! Awrelka! Zośka! Karolka! Antek! i sama, już..."
Bene nati - strona 7
" Żeby was tu było, jak na drzewie liści, Nie było, nie będzie, jak mój Jaś najmilszy. Żeby was tu było, jak na morzu piany, Nie było, nie będzie, jak mój Jaś kochany! — Kiedyż nie Jaś, ale Juraś... i to zaręczony! — mruknął pod wąsem Kulesza..."
Bene nati - strona 8
" — Bynajmniej nie babskie — odrzuciła kobieta — bo to właśnie mężczyzna, brat jej, osobliwie temu małżeństwu na przeszkodzie staje! Bardzo, słyszę, ambitny i nie chce, żeby jego siostra pomiędzy chłopami poniewierała się. I szwagrów ona ma, i innych tam krewnych, którzy..."
Bene nati - strona 9
" Ale ona już go nie słuchała. Drobnym, zwinnym kroczkiem biegła do kuchni, z której na dom cały rozlegały się krzyki i śmiechy wracającej od studni gromady. Tymczasem ten, którym Kuleszowie tak żywo się zajmowali, wąską i krętą drogą coraz głębiej w las się zapuszczał...."
Bene nati - strona 10
" Bez trwogi też i bez zmieszania do wspaniałego pokoju wszedł i niedaleko progu stanąwszy ukłonił się z uszanowaniem, ale nie bardzo nisko, wcale nawet nie nisko, bo sam nie wiedział, jakie uczucie przytrzymało mu głową, aby nie chyliła się zbytecznie, i zaraz potem wyprostowało go..."
Bene nati - strona 11
" Zapytał go jeszcze książę: czy jest żonatym? na gq on. odpowiedział, że dotąd tylko jest zaręczonym, ale że skoro miejsce otrzyma, ożeni się natychmiast. — Ładną musisz mieć narzeczoną! — bardzo łaskawie zażartował książę, a on domyślił się znowu, że żart..."
Bene nati - strona 12
" Ode drzwi coś go znowu ku ojcu rzuciło. Uczuł dla niego rzewną wdzięczność za to, że go nigdy nie bił i na żaden inny sposób w dzieciństwie nie krzywdził, że dla niego trzymał, dużą część chleba od ust sobie odbierając, guwernera, że dla zdobycia mu posady w dobrach..."
Bene nati - strona 13
" Co tu mówić? Widział, że dziewczyna zakochała się w nim od razu; to go naprzód zajęło i ujęło. Potem podobało mu się w niej wszystko. Śliczna była, serdeczna, wesoła, śmiała, on zaś bardzo lubił w kobietach śmiałość. Kiedy u jej siostry, Anulki Końcowej, dzieci..."
Bene nati - strona 14
" Nieruchomy wysokopienny las stał w mroźnym, przeczystym powietrzu, z falisto wzdymającymi się puchami śniegu na dnie, z bladobłękitną kopułą nieba u góry. Spod twardych i pogarbionych płacht śniegowych wydobywały się i zwieszały ku dołowi ciężkie kiście zielonych sosnowych..."
Bene nati - strona 15
" Stał na brzegu niedużej halizny, na której z rzadka rosły jałowce, a nad którą, krawędzią wsparta na ubielonych koronach drzew, wznosiła się bladobłękitna kopuła z podartą smugą różanego obłoku pośrodku. Widniej tu było niż wśród gęstwiny leśnej, ale niezbyt jasno...."
Bene nati - strona 16
" Wszystko to było słabym, sennym, trwożnym, jednak w ogromnej swej zbiorowości wytwarzało nieokreślone szmery, które wydawały się to krótkimi i urywanymi, to przewlekłymi i głębokimi westchnieniami lasu. Trzeba by posiadać dla ucha narzędzie takie, jakim dla oka jest mikroskop, aby..."
Bene nati - strona 17
" Musiała być bardzo głodną i śmiałą, bo chrupiąc czarnych oczek ze stojącego naprzeciw człowieka nie spuszczała, owszem, filuternie zuchwałym ich wyrazem zdawała się mówić do niego: „Możesz sobie stać tu i patrzeć choćby do końca świata, a ja będę sobie jeść, będę..."
Bene nati - strona 18
" Jedno z nich przecież, nie wiedzieć czym wywołane, błyskawicą w nim powstało i przed oczami zawisło trwałym, niezmiernie jasnym obrazem. Może głęboka cisza halizny tajemniczymi szmery napełniona, może białe tumanki śniegowego pyłu tu i ówdzie z drzew ulatujące a do kościelnych..."
Bene nati - strona 19
" Teraz, gdy kilka naprawdę wspaniałych świątyń w paru miastach widział, śmieje się z dziecinnego tego złudzenia; niemniej uśmiecha się też do ścian wysokich, z gruba pobielanych, nad którymi zaokrągla się małe sklepienie dla dziecinnych jego oczu dziwnie tajemnicze. Co chwilę,..."
Bene nati - strona 20
" Przeciwnie jednak, zaciekawia go tylko zrazu, a potem, im dłużej na nią patrzy, coraz większy pociąg ku niej uczuwa. Jakkolwiek jest drewnianą, żółtą, na pierwsze spojrzenie brzydką, wyraźnie wyryto na niej, że Pana Jezusa bardzo rany bolą... On to widzi i robi się mu żal Pana..."
Bene nati - strona 21
" Sam nie wie dlaczego, ale zdejmuje go ochota do śpiewania tego samego, co ojciec śpiewa, więc z szyją nieco ramieniem w kożuchu przyciśniętą, z pucułowatym policzkiem do ojcowskiego pasa przytulonym niezmiernie cienkim i fałszywym głosem zawodzić poczyna: „Święty Boże, święty..."
Bene nati - strona 22
" Jerzy przyśpieszonym krokiem poszedł w stronę dokonywającej się trzebieży, kędy za śnieżnymi rzeźbami i koronkami lasu palił się na skłonie nieba coraz silniej czerwieniejący, coraz ognistszy obłok. W parę godzin potem ten sam obłok jaskrawy i ogniem nalany stał pod seledynowym..."
Bene nati - strona 23
" W silnie zaróżowionych od mrozu rękach obracała, trochę nawet mięła list w grubej kopercie. Jerzy z uśmiechem czapki uchylił, a gdy znaleźli się już blisko siebie, przyjacielskim ruchem ręką jej podał. — Panna Awrelia po takim mrozie chodzi... — O, mróz, bynajmniej... ja do..."
Bene nati - strona 24
" Jerzy zaś w schludnym pokoju ze świeżo pobielonymi ścianami, białą sosnową podłogą i trochą nowych drewnianych sprzętów, u okna stanął i grubą kopertę rozdarł. Białe światło śniegu z lekko różaną barwą zmieszane padło na grube, niekształtne, niewprawną ręką..."
Bene nati - strona 25
" Żeby on choć dwie krówki na pierwsze gospodarstwo nam dał, a tak choć tam podobno i piąć można trzymać, to za cóż my kupim? W dzień to ciągle o tobie myślę, a jak noc przyjdzie, to tylko co oczy zamkną, zaraz ty mnie śnisz się. Ach, kiedy my już będziem ciągle razem! Ten..."
Bene nati - strona 26
" Nigdy przedtem o niczym podobnym nie mówiła i nie myślała. Mniejsza jednak z tym: nastraszoną jest i od niego oddaloną, więc różne myśli do głowy przychodzić jej muszą. Ale od rodziców jego i wymawiania mu chamskiego pochodzenia familii, jej — wara! Stanął znowu przed stołem..."
Bene nati - strona 27
" II Białymi obłokami pokryte, szarzyzną omglone niebo niskie i zadymione sklepienie wznosiło nad rozłogiem gładkim, monotonnym, powleczonym nieskazitelną białością. Był to rozłóg pól urodzajnych, pszennych i łąk w innej porze wzrastających kwiecisto i bujnie; teraz..."
Bene nati - strona 28
" Tołłoczki, stara siedziba rodzin Osipowiczów, Łozowickich, Brzozowskich, Strupińskich, pośród białego rozłogu stały długim szlakiem drzew obnażonych i pod odymione niebo wzbijały z kominów kręte szlaki dymów. Do połowy prawie zatopione w śniegu płotki drewniane i kamienne,..."
Bene nati - strona 29
" W zakrętach ich, wydłużeniach, kryjomym zapadaniu pomiędzy najgęstsze drzewa, w gromadnym zbieganiu się u jednych punktów wyczytywać można było odwiedziny, schadzki, wspólne roboty, gromadne rozprawy. Ale teraz wiły się one, wydłużały i skręcały za ściany lub w drzewne..."
Bene nati - strona 30
" „Tam na błoniu błyszczy kwiecie". Wszyscy w okolicy wiedzieli, że ta najmniejsza ze wszystkich zagroda dlatego wydawała się bezludną, iż właściciel jej mieszkał w niej sam jeden, z ciotką tylko jak świat starą i ze swoimi kotami, psami, królikami. Nazywał się Gabriel Osipowicz,..."
Bene nati - strona 31
" Wszyscy podobni do siebie bywali, z rodu kury czubate: bruneci i brunetki, wysocy, smukli, na twarzach gładcy. Takim był i Konstanty, a tylko czupurniejszym, wymowniejszym, głośniejszym od innych. Najświeższym dowodem jego ambicji była niedawno wybudowana wielka stodoła, która pośrodku..."
Bene nati - strona 32
" Owszem, nowe pobudki do wywyższenia się z tego wszystkiego czerpał i niekiedy wyrażał to w słowach: „Gdyby mi tak wolno było, jak jest nie wolno, rychło bym na miejscu pana Korowickiego w Jabłonnej siadł, bo on próżnuje i marnuje, a ja pracuję i grosiki kuję. Cha, cha, cha!"..."
Bene nati - strona 33
" Posiadanie takiej kanapy znaczyło prawie to samo, co dokument szlachectwo udowadniający; był to bowiem spadek po przeddziadach, których udziałem musiała już być niejaka zamożność i dostojność, skoro na kanapie siadywali sami i gości swoich sadzali. Konstanty Osipowicz w tej..."
Bene nati - strona 34
" Zdaje mu się, że garnki, które te chamy do ognia przystawili, na ich głowach pękną, bo on, do ostatecznej pasji doprowadzony, na wszystko ważyć się gotów. Wszelako na świecie bywa i niejeden raz widziano ludzi mszczących się na tych, którzy ukrzywdzić ich chcieli. I on zrobić to..."
Bene nati - strona 35
" Osipowiczówny, po mężach: Pancewiczowa z Kulbak i Zaniewska z Zaniewicz, daleko za trzydziestkę liczyć mogące, z dawnej piękności zachowały już tylko wysokie wzrosty i silną czarność włosów i oczu, które to ostatnie, błyszczące i biegające, zapowiadały, wspólnie z..."
Bene nati - strona 36
" Takie przychodzenie i siadanie przy drzwiach głupiego Gabrysia było znać zwyczajnym, bo przyjęte zostało przez wszystkich w sposób najzupełniej obojętny. Wszyscy kiwnęli mu głowami, bo przecież bądź co bądź Osipowiczem się zwał, ale do stołu go nie zapraszano i nikt już na..."
Bene nati - strona 37
" Pancewiczowa i Zaniewska aż podskoczyły na stołkach, a on prostując się i ręce w kieszenie wkładając dokończył: — Bo kiedy ja coś przedsięwezmę, to już niczego nie pożałuję, aby dokonać... choć własnej krwi utoczę, a dokonam... Może mnie przyjdzie tęgo siebie w garści..."
Bene nati - strona 38
" Obie siostry zaś razem już krzyczały: — My takie same córki swoich rodziców, jak i Salusia, i to samo należy się nam, co i jej... Tylko u Kostantego fantazja więcej znaczy aniżeli sprawiedliwość... u Kostantego ten najlepszy, kto najgorzej postępuje... Tu przecież oskarżonemu..."
Bene nati - strona 39
" Można byłoby przypuszczać, że litował się lub naigrawał, gdyby znowu zbiedzona powierzchowność i pokorna u drzwi pozycja przypuszczeniu temu nie zaprzeczały. Nagle wśród najwyższego wojennego zapału rozległ się czyjś głos u okna: — Przyjechały! przyjechały! Końcowa i..."
Bene nati - strona 40
" Na uroczyste miny i postawy obecnych uwagi nie zwracając w mgnieniu oka stół obiegła, kobiety wycałowała, mężczyznom ręce uścisnęła, a wypadkiem ku drzwiom spojrzawszy i zobaczywszy siedzącego przy nich na zydelku gościa, zawołała: „Gabryś, jak się masz?" — i jemu także..."
Bene nati - strona 41
" — A to — zaczęła jedna — że umyśliłaś siostry zakasować... My sobie biedne szlachcianki za prostą szlachtę wyszły, a ty wcale inszą partię sobie wynalazłaś... toż i zazdrosne jesteśmy o to, że nas chłopi za żonki nie pobrali, a ciebie jeden bierze... — A jaki..."
Bene nati - strona 42
" — Co to oberwaniec! — powtórzyła kołysząc się Pancewiczowa — to jest łotr, wisielec, powroźnik, łańcusznik... Salusia wtedy nagle głowę podniosła, wyprostowała się, błyskawicami z oczu sypnęła i cała trzęsąc się z oburzenia ku siostrom skoczyła: — A wy jakim..."
Bene nati - strona 43
" Zarzutów wprawdzie było tylko dwa: że Jerzy Chutko jest chłopem i że ziemi swojej nie ma, bo co się tyczy łotra, wisielca i łańcusznika, te, jako przygodne i na niczym nie ufundowane, po długich zaledwie przerwach na języki powracały, i to tylko w najwyższym już natężeniu..."
Bene nati - strona 44
" Nadleśny czy podleśny, zawżdy to co inszego niż pan w swoim domu, choćby najmniejszym. Każą być lokajem — będzie! Każą językiem proch przed pańskimi stopami zlizywać — będzie! Wszystko spełni i wszystko zniesie, choćby szturchańce i najgorsze ubligi, byle miejsca nie..."
Bene nati - strona 45
" Tego znowu obecni wcale sobie nie życzyli, bo w gruncie rzeczy Końca poważali, Końcową lubili, i była im ona teraz, jako najbliżej z Salusią sprzyjaźniona, bardzo potrzebną. Więc ją jako tako ułagodziwszy, znowu na Salusię całym ciężarem runęli... Ale dziewczyna, pośrodku izby..."
Bene nati - strona 46
" — Mnie i w jednej koszuli wezmą, a na próg twój moje nogi łakome nie będą! — Z tobą gadać to samo, co wodę rzeszotem czerpać! — A z takim, jak ty, naigrawaczem i krzywdzicielem to i wcale gadać nie warto! — A z chamem warto? — Na was dwóch spojrzawszy jego za pana, a..."
Bene nati - strona 47
" Widać było, że smętnie nad czymś dumał, bo parę razy głową pokiwał, westchnął i ręką uczynił gest jak by zniechęcenia albo wzgardy. Mogło się zdawać, że mówił do siebie: „Nie ma dobra na świecie!" albo: „Wszystko głupstwo!" Obudził się z zamyślenia wtedy dopiero,..."
Bene nati - strona 48
" — Taki sam! głupi Gabryś! gamoń, harbuz! Ale Salusia odezwała się znowu: — To zjedzże przynajmniej cokolwiek. I z porcją chleba masłem posmarowanego w jednej ręce, a dużym kawałem kiełbasy w drugiej szła przyjaźnie uśmiechnięta, filuternie ku niemu mrugając. Ale on, z..."
Bene nati - strona 49
" Salusia do stołu wróciła, trochę na nieposłusznego gościa nadąsana, a gdy tylko usiadła, Pancewiczowa w jedno ucho, Zaniewska w drugie szeptać jej zaczęły o czymś, z czego od czasu do czasu dosłyszeć było można: „chłopy, grubiany", „jeżeli nie on, to rodzice", „czy ty..."
Bene nati - strona 50
" — Dobrze tobie tak gadać, Emilka — szorstko sarknęła — kiedy twój Michał i nie chłop, i ziemię swoją ma! — Emilka tak gada, bo jest smarkata i rozumu żadnego nie ma! — gniewnie na bratową patrząc zawołał Konstanty. Ale mąż zgromionej kobiety w tejże chwili..."
Bene nati - strona 51
" — Kostanty, słyszysz? pocałuj się z Michałem!... A Pancewicz za poły kurt ciągnął ich ku sobie mówiąc: — Na to Pan Bóg krewnych stworzył, panie dobrodzieju, aby w zgodzie z sobą żyli... — Michał, słyszysz? pocałuj się zaraz z Kostantym... Minutę jeszcze nasrożeni i..."
Bene nati - strona 52
" — Mam honor rekomendować! Oto jest pan Władysław Cydzik, jedyny i najmilszy syn pana Onufrego Cydzika, z okolicy Cydziki Mniejsze... — Znamy! Od dziecka znamy! — zawołały Pancewiczowa i Zaniewska wstając i na spotkanie przybyłych idąc; Salusia zaś bardzo pobladła i jak..."
Bene nati - strona 53
" Jeden z nich, Kazimierz Jaśmont, wyciągnięte ku parobkowi ramię Konstantego powstrzymującym gestem ujmując, mówił: — Za pozwoleniem! Niewiadomym jest jeszcze, czy kobyłka nasza do stajni wprowadzoną ma zostać lub też wspólnie z nami wprędce za wrota się wydalić. To się dopiero..."
Bene nati - strona 54
" III Siedzieli obok siebie na wielkiej kanapie: jeden w białym kożuchu, jak dąb silny i rosły, drugi z całą możliwą wytwornością w czarny tużurek i jasny krawat ubrany, do latorośli cienkiej i wybujałej podobny. Zaledwie dwudziestoletni, wysoki a cienki, na twarzy bladawy i..."
Bene nati - strona 55
" Przez jedno okno widać było gwiazdę, która pośród razdartych obłoków zaświeciła wprost nad jaśniejącą w powszechnej szarzyźnie żółtą stodołą, przez drugie padł ukośny promień niewidzialnego stąd księżyca i złotą kratę położył na białej ścianie. Wtedy z zapaloną..."
Bene nati - strona 56
" Może istotnie wielka jakaś siła zatrzymywała tu tego człowieka teraz, gdy tuż, tuż rozstrzygnąć się miał los tej dziewczyny. Ale Jaśmont z niczym nigdy ani śpieszył się, ani późnił. Nikt nad niego lepiej nie wiedział, kiedy i co w jakich okazjach poczynać i kończyć wypada...."
Bene nati - strona 57
" — Otóż i nadszedł ten moment, w którym o losie naszym dowiedzieć się nam przyjdzie, a chociaż serce od niespokojności bije, lecz na dłuższe odkładanie też zgodzić się nie chce i rozkazuje mi wszystkich państwa pięknie prosić, abyście tego, co powiem, życzliwymi uszyma..."
Bene nati - strona 58
" W tym miejscu mowę zawiesił i ruchem głowy ognistą czuprynę w tył odrzuciwszy po obecnych wzrokiem wodził, wyraźnie śród nich jakiejś jednej twarzy wyszukując; nie wynalazł jej jednak, bo ta, dla której głównie płynął potok jego swady, plecami stojących mężczyzn..."
Bene nati - strona 59
" potrzebnej i pożytecznej imająca się chętliwie i umiejętnie; czwarte: pokorna, mężowi jako też rodzicom jego i wszelkim dobrym przykazaniom ludzkim ulegać lubiąca; piąte: przystojna, co znaczy, że skromną, grzeczną, wszystkim przypodobującą się być potrafi; szóste: posażna,..."
Bene nati - strona 60
" — O moim przyzwoleniu i życzliwym do siostry pośredniczeniu niech pan Władysław Cydzik nie ma żadnego wątpienia. Owszem: przyzwalam, błogosławię i za promocję dla siebie, jako i dla siostry mojej poczytuję... A żeby na to dowód złożyć, oświadczam, że siostra moja..."
Bene nati - strona 61
" — Za honor i grzeczność ślicznie dziękuję i panu Cydzikowi życzliwą jestem, ale zaręczoną już będąc, nikomu innemu, oprócz narzeczonego swego, nic obiecywać nie mogę. Konstanty aż zatrząsł się od gniewu; on pewnym już był, że świetnymi zaletami konkurenta i braterską..."
Bene nati - strona 62
" Tu wypadkiem wzrok jej padł na konkurenta, który, z otwartymi wciąż ustami, jak kołek wyprostowany, wlepiał w nią takie smutne, rozżalone i razem błyszczące oczy, jak by wszystko, co w nim było życia, uczucia, przytomności, w tych oczach zebrało się i zapaliło. Przy gapiowatej..."
Bene nati - strona 63
" — Babskie bałamuctwa! — Ot, jak zaskaliła się w postanowieniu swoim! — Ziółko mieć będzie, kto taką weźmie! Konstanty za siostrą stojąc za rękaw ją targał i jak mu się zdawało, po cichu, w rzeczy samej wściekle, więc głośno, szeptał: — Salusia, upamiętaj się,..."
Bene nati - strona 64
" Pancewiczowa, jak wicher szybka, przyniosła z kuchni dwie dymiące się salaterki, z których wychodziło piskliwe skwierczenie dosmażającej się w gorącej strawie słoniny, i wszyscy razem gości na wieczerzę zapraszać zaczęli. Jaśmont przecież z czapką w ręku za stołem wstał,..."
Bene nati - strona 65
" — Dla jakiej przyczyny, ty, Salka, nas wszystkich żalem karmisz? — Czy ty cudzego człowieka nad familię własną, nad dom rodzony, nad strony swoje wyniesiesz? — Szczęście to jeszcze, że ten Jaśmont taki rozumny człowiek, a żeby nie to, już byś zginęła... —..."
Bene nati - strona 66
" — Dziękuję, Kostuś, za twoje dobre chęci, za twoje żałowanie, za twoją życzliwość, dziękuję, Kostuś, dziękuję! On usuwał ją i odwracał się niby gniewnie, ale z ukosa ruchy jej twarzy wzrokiem śledził, a widząc, że naprawdę wdzięczną jest i rozrzewnioną, parę razy..."
Bene nati - strona 67
" Ona także była cała w ogniu: policzki jej, czoło, oczy i ręce płonęły. Toteż wprost z ganku aż na środek podwórza wybiegła, jak by uciekać zamierzała. Istotnie, na środku podwórka stojąc patrzała na drogę, której nieduży kawałek widzialnym był pomiędzy dość wysokim..."
Bene nati - strona 68
" W śniegu przy płotku stanęła i łokciami na nim wsparta, z brodą w dłoniach, zaczęła się przypatrywać sąsiedniej zagrodzie, którą dobrze widziała, bo księżyc, jakkolwiek ukryty za białymi obłokami całe niebo oblewającymi, rzucał przez nie na ziemię przyćmione, srebrnawe..."
Bene nati - strona 69
" Tłumaczył się z tego przed ludźmi tak i owak: że brat kilkoro dzieci ma, że chociaż i ukrzywdził go teraz, ale wprzód hodował i edukował, że jeżeli z bratem za czuby się weźmie, sam jeden na świecie zostanie, bo oprócz jednej jeszcze siostry żadnej bliskiej familii nie ma. A..."
Bene nati - strona 70
" Po prostu: ostatni grosz siestrze oddał. Wtedy już ludzie o mało ze śmiechu nie popękali i przydomek głupiego Gabrysia ostatecznie przykleił się już do niego. Ale on o to jak by nie dbał i dwa razy jeszcze po swojemu zrobiła: raz, kiedy stare ciotczysko niedołężne, swarliwe,..."
Bene nati - strona 71
" „Biedny jestem, to biedny — mawiał — głupi, niech sobie będę głupi, ale żebrakiem nigdy się nie okażę, choćbym i z głodu zdychał?" Biedny, głupi Gabryś, ale dobry. Salusia zawsze lubiła go bardzo i wiele dobra od niego doznała. Kiedy powrócił ze służby dworskiej i..."
Bene nati - strona 72
" Cicho po śniegu szedł, bo na nogach nie miał butów, tylko grube, płócienne szmaty. W kapocie poniżej kolan sięgającej, bez czapki stanął przy niej i z cicha wymówił: — Dobry wieczór Salusi!... Podniosła głowę, uśmiechnęła się do niego. Tak potrzebowała wygadać się..."
Bene nati - strona 73
" — No, to co? — zawołała — opuścić mnie jego... — I nie mogła dokończyć, bo łkanie zdławiło jej głos w gardle. Splecione ręce podniosła nad głowę i walcząc z płaczem mówiła; — Ja jego nigdy nie zapomnę... nigdy nie zapomnę... nie zapomnę! On z wahaniem się w..."
Bene nati - strona 74
" Bywało, mówię mu: „Niech pan choć na spacer pójdzie!" — a on tylko ramionami ruszy: „Będzie pora do spacerów, kiedy bieda przeminie!" — mówi. Wtenczas już ja poczułam, że na wieki przywiązałam się do niego; wtenczas też, jednej takiej nocy, kiedy i sam Koniec na tę..."
Bene nati - strona 75
" — O Jezu! jaki on śmieszny ten Cydzik! jaki niezgrabiasz! i taka niedostała trawa, taki smarkaty! Jaż od niego pewno ze trzy lata starsza! — A pewno! — potwierdził Gabryś — jemu dziewiętnaście lat skończyło się niedawno. Ja o tym wiem. I po chwilowym milczeniu, bardzo cicho, z..."
Bene nati - strona 76
" Zaniosła się od płaczu, ale cichego, bo nie chciała może, aby ktokolwiek w domu rozmowę jej z Gabrysiem dopatrzył i podsłyszał. On długo milczał, aż powolnym, miękkim gestem gładzić począł dłonią jej nisko pochyloną głowę i z zamyśleniem powoli mówił: — Wyniesienia..."
Bene nati - strona 77
" IV W laskowskim dworze obszerny dziedziniec napełniony był ruchem ludzi i zwierząt, mnóstwem zmieszanych głosów ludzi i rzeczy. Przede wszystkim toczył się tam i aż na sąsiednie pola zataczał turkot młocarni, potężny, basowy, do nie ustającego ani na chwilę i tylko..."
Bene nati - strona 78
" Pomiędzy błękitnym niebem z bladozłotą tarczą słoneczną pośrodku a iskrami zasianą białością ziemi, w czarnym wieńcu lasów, w powietrzu lekko mroźnym, rzeźwym, czystym, był to akord ludzkiego życia tryumfującego nad pozorną śmiercią natury, wrzątek ludzkich zabiegów i..."
Bene nati - strona 79
" Zdaje się, że o przyszłości swojej nie byle jak myśli, toteż i pewno będzie ją miał nie byłe jaką. Onegdaj jeszcze przy wieczerzy powiedział: — Gdybym był szkoły skończył... ho, ho! Ale i samemu wiele nauczyć się można, byle zdatność i ochota były. To już wiem, że z..."
Bene nati - strona 80
" Zachoruje ktokolwiek — jęczy: umrze już niezawodnie! Wszyscy zdrowi — jęczy jednak: pewnie wprędce kto zachoruje! Tak i teraz do Awrelki upatrywała: „Dziewczyna mizernieje, smutnieje, apetyt traci!" Złoży, bywało, ręce na kolanach i wzdycha: „Ach, Boże, mój Boże, do czego to..."
Bene nati - strona 81
" Aurelka z ganku zbiegła i wkrótce znalazła się obok ojca; wysunęła się też z sieni Kuleszyna i z daleka jęczała: — Jezus, Maria! A to już dawno pora ci jeść! Jak wygłodniejesz, to objesz się zanadto i, broń Boże, zachorujesz! Ale za córką żwawo ku mężowi po śniegu..."
Bene nati - strona 82
" Chmury przechodziły mu po oczach i czole, gdy to mówił, Aurelka zaś ze spuszczonymi oczami końcem stopy obutej w skórzany trzewik esy na śniegu kreśliła, a po chwili z cicha odezwała się: — Niech tylko pan Jerzy o jej wierności żadnego wątpienia nie ma, bo to by panu bardzo..."
Bene nati - strona 83
" Dziewczęta usiłowały otwierać szczelnie zwarte łuszczki szyszek i tego tylko dokazały, że na palcach ich osiadły bursztynowego koloru kryształki, z których ulatywał do przeczucia wiosny podobny zapach żywicy. Wtem psy z zaciekłym ujadaniem rzuciły się ku bramie, przez którą..."
Bene nati - strona 84
" Naprzód nieco pochylony, za kożuchem u piersi szukał czegoś dość długo i ciągle na Jerzego patrzał. — Kto ty taki? — zapytał Jerzy. — Parobek od Kostantego Osipowicza — odpowiedział i na koniec wyciągnął zza kożucha list, a Jerzemu go podając rzekł: — A to od Salusi..."
Bene nati - strona 85
" Niech pan Jerzy będzie jak najszczęśliwszy i niech wszystko na świecie panu sprzyja. Ja dla pana na wieki zostanę życzliwą, a teraz bardzo smutna jestem i łzy wylewając to piszę. Ten zaręczynowy pierścioneczek, który mam od pana, odsyłam, a ten, który pan ma ode mnie, proszę..."
Bene nati - strona 86
" Chciał go pod ramię wziąć, ale Jerzy, cały kipiący, pierścionek z małym turkusem z palca zerwał i na posłańca rzucił. — Masz! Pannie Salomei powiedz ode mnie, że ja żadnych pamiątek od niej nie potrzebuję... a panu Osipowiczowi, że ja pięknie kłaniam się jemu i zapowiadam,..."
Bene nati - strona 87
" — Kiedyż, słyszę, familia tchnąć jej nie dawała... ciągle jej wyrzucali, że on chłop i ziemi swojej nie ma... — Kpy, osły, bałwany, barany! — Florian mówi: kpy, osły, bałwany, barany, a ja mówię, że pomyślawszy, to może oni rację mieli... Zawszeż to prawda, że on..."
Bene nati - strona 88
" Kuleszyna wybornie męża znająca spostrzegła, że z gniewu już ochłonął, i raz jeszcze do sprzeczki stanęła. — Florian o bliźnich mówi, a i Osipowiczowie, zdaje się, chrześcijanie tak jak my, jednak w nim bliźniego nie uwidzieli... — Ot, i powiedziała! Wiadomo,..."
Bene nati - strona 89
" — Panie Jerzy! Obrócił się ku niej i stanął. — Co pani każe? Dziewczyna aż zatrzęsła się cała. — Ja nic nie każę! — zawołała — dlaczego pan taki jakiś... taki, jak by pan nas wszystkich pierwszy raz w życiu swoim widział? Ja chciałam tylko panu powiedzieć, aby..."
Bene nati - strona 90
" Czapki uchylił, ze wschodów zbiegł i ku oficynie poszedł. Nazajutrz o bardzo wczesnej porze wszedł do kuchni, już ze strzelbą na plecach, i krzątającą się tam Kuleszynę w rękę pocałowawszy przeprosił, że ani na obiad, ani na wieczerzę nie przyjdzie. — Wiele zajęcia mam i w..."
Bene nati - strona 91
" — Florian plecie... — szepnęła. Ale i on też zaraz żartować przestał. Duża salaterka, wpierw pełna jak oko, pustym dnem już świeciła, wiec usta i wąsy starannie serwetą otarł i z powagą do żony rzekł: — Niech Teofila żadnych strasznych myśli do głowy sobie nie..."
Bene nati - strona 92
" Z Jerzym od tego wieczoru, w którym odmówił jej swojej przyjaźni, nie rozmawiała ani razu i wcale do tego sposobności nie szukała, tylko kiedy przychodził, cichła jakoś, rzucała oczyma na sufit, na podłogę, na drzwi, na okna, aż zatrzymywała je na jego twarzy tak, jak by zbadać..."
Bene nati - strona 93
" wiorsty będziesz miał do chaty leśnika, Mikołaja Chutki... to jest mojego ojca. Bądźże łaskaw, dojedź tam i powiedz, że ja bardzo proszę, aby ktokolwiek z domu jak najprędzej do mnie przyjechał, czy ojciec, czy matka... najlepiej matka... niechby który z braci matkę tu..."
Bene nati - strona 94
" — Dobry syn! dobre serce! Ale skąd mu ta obojętność względem nas do głowy strzeliła? Zmiany w zachowaniu się Jerzego wcale nie rozumiał i silne miał na żonę podejrzenie, że przed kimkolwiek, może i niechcący, z chłopstwem jego wyjechała. Przy wieczerzy też o Jerzym mówić..."
Bene nati - strona 95
" Na nikogo nie spuszczał się z tym nigdy, często też jeszcze oficynę i parobczyńskie mieszkania w ten sposób oglądał. Z kawałkiem świecy zapalonej w mosiężnym lichtarzu z kancelarii wyszedł i zaraz w sieni spróbował drzwi od podwórza, po czym w dwóch innych jeszcze izbach..."
Bene nati - strona 96
" Co robiła? Po prostu ukryła się w tym kącie dlatego, aby wypłakać się do woli. Nieco pierwej musiała zapewne przed siostrami udawać, że rozbiera się i do snu kładzie, bo miała na sobie tylko koszulę i białą niedługą spódniczkę. Zresztą, bosa była, a na ramiona jej, białe i..."
Bene nati - strona 97
" Leśniczyna jedna do naszej kuchni wczoraj za interesem przychodziła i mówiła, że w lesie na nic już on tak, jak pierwej, nie nagląda, roboty wszystkie nie tak jak pierwej idą, raportu do zarządu w tym tygodniu nie posłał... a u tego leśnika, do którego teraz na obiady chodzi......"
Bene nati - strona 98
" — No, no! W młodej dziecinie nauka słynie! — szepnął. A ona bose stopy jedną na drugą zakładając i nagie ramiona u na wpół odsłoniętej piersi krzyżując mówiła: — On nie z zawiedzionego kochania wariuje, ale z obrazy i z tego, że przez jednych ludzi skrzywdzony,..."
Bene nati - strona 99
" Do wszystkich dzieci swoich był przywiązany, ale dla tej najstarszej miał większą niż dla innych słabość. To samo było i z Kuleszyną. Dawno, dawno temu utracili byli troje dzieci; Aurelka rozpoczęła szereg tych, które zdrowo i szczęśliwie hodować się miały. Może więc..."
Bene nati - strona 100
" Teraz, mała i przedtem, twarz jej skurczyła się i bardziej jeszcze zmalała, skóra na niej stała się ciemną, grubą, czoło uwiędło i okryło się drobnymi zmarszczkami, na drobnych rękach zgrubiały i powyprężały się żyły, osiadły różne, dziwne jakieś guzy i blizny. A..."
Bene nati - strona 101
" Przy tym niskim, jaskrawo śród białości lasu świecącym ogniu stało grzejąc się czy żywność jakąś sposobiąc paru ludzi; kilku innych, z rzadka na wielkiej przestrzeni rozrzuconych, pracowało nad takim przerzedzaniem lasu, które by drzewom swobodny i zdrowy wzrost zapewniało...."
Bene nati - strona 102
" Kulesza pomyślał: „Teofila miała rację: zmizerniał. Zgryzota, a do tego co dzień groch i kartofle na obiad!" Jerzy zaś nie podnosząc oczu zapytał: — A o czym pan ma ze mną do pomówienia? Może o tym drzewie do reparacji budynków? Głos jego zmienił się także. Trochę szorstki..."
Bene nati - strona 103
" — Wiem! wiem! — przerwał Kulesza — ale to też jest głupstwo, może jeszcze większe aniżeli tamto. Dlatego że na świecie kupę bałwanów znalazłeś, to już zwątpiłeś o tym, czy na nim ludzie być mogą! — Przepraszam pana, ludzie na świecie są pewno i dobrzy, ja o tym..."
Bene nati - strona 104
" Podniósł głowę, rozbłysłym wzrokiem przed siebie patrzał. — Masz rację, masz rację — potwierdził Kulesza — kto z nas gorszy, a kto lepszy, i czyi ojcowie byli gorsi, a czyi lepsi, Bóg niech sądzi, Bóg niech sądzi.... wszystkich zarówno ojciec... Jerzy może szczerością..."
Bene nati - strona 105
" Ręką uczynił gest zupełnego zniechęcenia; gniewu nie znać było po nim w tej chwili, ale oblekła go jak by całego ciężka posępność. Kulesza też zmarkotniał i przez chwilę milczał, głową tylko czasem trzęsąc smutnie i z namysłem. — Słuchaj no, Jerzy — zaczął —..."
Bene nati - strona 106
" Rozczulił się, ziemię matkę, pocieszycielkę i karmicielkę wysławiając; to samo tętno, które od wieków w rodzinnych jego Kuleszach w krwi i sercach ludzkich dzwoniło, jemu także, po tylu już leciech, sprowadziło krew do skroni i wilgoć do oczu. Po chwili przecież mówił dalej:..."
Bene nati - strona 107
" Teraz cała optymistyczna, gołębia natura człowieka tego wybuchnęła mu w twarz szczerym, szerokim uśmiechem. Śmiejąc się dłoń na ramieniu Jerzego położył i mówił: — Tak i z tobą będzie, kochanku! tak i z tobą będzie! Zgryzoty pod nogi rzuć, do roboty rękawy zawiń,..."
Bene nati - strona 108
" — A no, to klin klinem wybij... zakochaj się w drugiej i... Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale powstrzymał się z widocznym wysileniem, bo wszelkie przemilczenie i ukrywanie myśli ogromnie trudnym mu było. Jerzy z uniesienia ochłonął, pobladł, ręką znowu gest zniechęcenia..."
Bene nati - strona 109
" „Mama!" rzucił się ku nadjeżdżającym jednokonnym sankom, na których siedziała przygarbiona, w płachty szczelnie owinięta postać kobieca. Było to już na dziedzińcu dworskim, blisko oficyny, więc gdy sanki przed drzwi tej ostatniej podjechały, Kulesza, który zatrzymał się był..."
Bene nati - strona 110
" Od starannego uczesania gruba jej kosa nad głową zwinięta połyskiwała jak blade złoto. Pomimo niewysokiej i nieco krępej kibici, zbyt szerokich policzków i zbyt małego noska wyglądała w tym stroju na zgrabną, świeżą i ładną panienkę. Gdy tak ubrana i wyglądająca do mieszkania..."
Bene nati - strona 111
" — Czy panna Aurelia przebaczy mi kiedykolwiek, że w żalu i gniewie na cały świat będąc przyjaźń pani odrzuciłem? I czy ta przyjaźń kiedykolwiek przywróconą mi zostanie? Aurelka żartobliwie odpowiedziała: — Ja nie zawzięta i jeżeli pan Jerzy życzy sobie, abyśmy znowu w..."
Bene nati - strona 112
" On schylony kilka razy ją pocałował, za każdym razem mówiąc: — Za ten pocałunek, który pani na ręku mego biednego matczyska złożyła... za pani przychylność i dobroć dla mnie... za te śliczne oczy, które na mnie tak mile teraz patrzą... na wieczną przyjaźń... na dozgonną..."
Bene nati - strona 113
" V Konstanty Osipowicz w swojej nowej, wielkiej stodole młócił owies, który dobrze obrodził w tym roku i którego ani części jeszcze nie sprzedał. To powstrzymywanie się ze sprzedażą głośno i otwarcie przypisywał swojemu rozumowi. „Bo do wszystkiego — mówił — trza..."
Bene nati - strona 114
" Bez surdutów i kamizelek, tylko w białych jak śnieg koszulach, pomiędzy dwoma pachnącymi zasiekami zboża, niedaleko od siebie stojąc podnosili obaj cepiska i spuszczając je w leżące na toku snopy biczami walili. Pancewicz czynił to powoli i poważnie, Konstanty — prędko i..."
Bene nati - strona 115
" Jeden, z niejaką elegancją w szarą kurtę zielonymi taśmami naszytą ubrany, półgłosem jej mówił, że tego Cydzika zastrzeli chyba za pozbawienie całej okolicy najpiękniejszego kwiatka, który w niej wyrósł! Drugi coś jej także do ucha szeptał. Parę dziewcząt w samodziałowych..."
Bene nati - strona 116
" Przeskoczyła go jak sarna i tylko fałdy miejskiej sukni, nie bardzo do przeskakiwania płotów odpowiedniej, zaczepiły się o coś i na chwilę znajdującą się pod nimi kraciastą samodziałową spódniczkę ukazały. Przystanęła i nachyliwszy się, z niepokojem obejrzała: czy się..."
Bene nati - strona 117
" Zmieszał się tak ogromnie, że słomę i rzezak z rąk wypuszczając, jak mały chłopczyk na gorącym uczynku schwytany, z opuszczonymi w dół ramionami i zwieszoną głową stanął. Ona cała rozweselona komplimentami i żartami, spośród których tylko co się wyrwała, stała przed nim..."
Bene nati - strona 118
" Jedynym zbytkiem tego ciasnego i ubogiego wnętrza były dwa dość duże okna, w spore i czyste szyby zaopatrzone, a jedyną ozdobą — umieszczone przy nich rośliny. Wcale niedużo ich było: okwitająca już pelargonia i w pełni rozkwitły heliotrop, rozłożyste geranium i dwa mirty,..."
Bene nati - strona 119
" — U Gabrysia jest ładnie, ciasno, ale ładnie, bo czyściutko i kwiaty przyozdabiają. A czemu Gabryś jeszcze ptaków jakich, szczygłów lub czyżyków, w klatce nie trzyma? Wesoło byłoby, żeby sobie pośród tej zieloności szczebiotały. — Nie mogę, żałuję — odpowiedział...."
Bene nati - strona 120
" Z żywością młodego chłopca do sieni wyszedł i zaraz słyszeć się dały ciężkie stąpania Jego po drabinie na strych wiodącej. Salusia tymczasem po izbie wzrokiem wodząc zatrzymała go na wiszących nad tapczanem skrzypcach i wskoczywszy na tapczan zdjęła je ze ściany i smyczkiem..."
Bene nati - strona 121
" Ale trafy podobne zdarzały się jej nierzadko. Czasem ktoś wyraz jaki wymówi, ruch zrobi, spojrzy na nią w jakiś sposób — co więcej, wiatr czasem tak jakoś powieje, niebo przyćmi się, lampka zamigocze, że traf! i jest już przypomnienie jego albo jakiejś rozmowy z nim, albo..."
Bene nati - strona 122
" — Żeby Gabryś wiedział, jak mnie czasem ciężko, ciężko, ciężko... Umilkła, a on, zasmucony także, oczu z niej nie spuszczał. — Czasem to i wesoło mnie bywa, nawet cieszę się... Co to? na takie gospodarstwo iść, w zgodzie być ze wszystkimi, u wszystkich w uważaniu... ale..."
Bene nati - strona 123
" — Gabryś głupi i nic nie rozumie! Ona pewno cokolwiek o nim wio, a może go i widziała, może on i przyjeżdżał do niej, ażeby dowiedzieć się, co to takiego stało się ze mną i z nami obojgiem... Oj, co to stało się? co to stało się? ja i sama tego nie wiem i nie rozumiem... Z..."
Bene nati - strona 124
" I już po kawałeczek lusterka iść miał, kiedy ona wstała, splecione ręce nad głowę wyciągnęła i mówić zaczęła: — Nie chcę ja kwiatka, nie chcę lusterka, nie chcę niczego... pójdę już sobie. Poszła, o pożegnaniu się z nim ani myśląc, a on jej nie zatrzymywał, z..."
Bene nati - strona 125
" Konstanty z wielkim zadowoleniem na te tryumfy siostry spoglądał i z ręką na kłębie głośno śmiał się. — W ręce całować mnie powinna za to, żem ją na taki bryliant dla wszystkich pożądany wykierował! Dawniej to na dwa lata znajdował się jeden konkurent, i to lada jaki... a..."
Bene nati - strona 126
" Nie ścigano jednak przez urazę lub przystojność, a ona długie kwadranse z łokciami o płotek opartymi i twarzą w dłoniach stała i myślała. Czasem, nie co dzień, ale czasem, Gabryś w swojej chałupie na skrzypcach grał. Zza dwu sporych i blado połyskujących okienek wydobywały..."
Bene nati - strona 127
" Cieszyła się, gości częstowała, w kuchni razem z Pancewiczową, z zawiniętymi po łokcie rękawami, oładki z kartofli, jajecznice i inne przysmaki smażyła, wysokich progów nie przebywała inaczej, jak z wysokimi też podskokami, z narzeczonym wyprawiała żarty i śmiechy, musztrując..."
Bene nati - strona 128
" Sama Końcowa i wszyscy obecni, zrazu zdziwieni tym gwałtem żalu i płaczu u dziewczyny, która wczoraj jeszcze była wesołym skowronkiem i skaczącą kozą, wkrótce zarazili się nim sami i gdy Końcowa na ganek wyszła, podniosło się dokoła niej takie powszechne i głośne wzdychanie,..."
Bene nati - strona 129
" Teraz już samych tylko wrogów jego dokoła siebie widzieć będzie albo takich, którzy jego nie znają i nic o nim nie wiedzą, a o których ona ani nie myślała wtenczas, gdy była szczęśliwą!... Wtedy też po raz pierwszy od chwili, w której list z rekuzą i zaręczynowym..."
Bene nati - strona 130
" Konstanty z wielkimi honorami go przyjmował, sąsiadów i sąsiadek zeszło się tyle, że w świetlicy zrobiło się ciasno, a Salusia, wystrojona i tryumfująca, z uśmiechami i rumieńcami, dygała przed grubym i czerwonym teściem, który wobec wszystkich w rękę ją całował, bardzo..."
Bene nati - strona 131
" Salusia zaś, prawie przez pół dnia w oborze siedząc, z trzydziestu owiec sześć wybierała, wybrane pieściła, po obficie już odrosłych runach głaskała, na ziemi przysiadłszy gadała do nich, nazywała je swoimi. Potem, gdy całe stadko, jak by zadziwione czy przelęknione, z..."
Bene nati - strona 132
" Siła nieznana, pierwszy raz do życia obudzona, popychała go ku narzeczonej, nieśmiałość przezwyciężała, różne nieznane dotąd ochoty i myśli budziła; więc gdy Salusia dla ugoszczenia swata i kilku przybyłych na zaręczyny krewnych z kuchni do świetlicy i na powrót..."
Bene nati - strona 133
" Uczynił to dlatego, aby wzrok jej ku sobie skierować, i dlatego także, aby dotknąć się choćby jej sukni, ale ją od stóp do głowy przebiegł dreszcz taki, że aż wstrząsnęła się i pierwszy raz uczuła do tego dzieciaka taki wstręt, jaki od dzieciństwa czuła do ślimaków. Jego..."
Bene nati - strona 134
" Narzekała przed nim, że do domu odjechała, że ślubu z sobą nie wzięli przedtem choćby, nim on miejsce w książęcych majątkach otrzymał, że teraz już z tej pułapki, w którą ją ułowiono, nijak wydostać się nie może; a on wyrzuty jej czynił, mówił, iż bardzo jest..."
Bene nati - strona 135
" Kółko w ruch się puściło, kręciło się, warczało, aż migotało, nitka coraz gęściej, coraz grubiej owijała się koło szpulki, a prządce, z krwi babek i prababek, z bujnej a ulubioną pracą rozkołysanej młodości, na myśl z ust wypływała wesoła piosenka: Nad strumykiem..."
Bene nati - strona 136
" Inni dopomagali mu zrazu od niechcenia, potem coraz żwawiej, aż na koniec ściany prawie drżały i het precz, nad drogę, nad polne śniegi leciało, gdy zgodnym chórem huknęli ostatnią strofę: Biegnij, dziewczę, wczas, By pogodzić, nie zaszkodzić, Miodem oblej nas! ..."
Bene nati - strona 137
" Przez czas pewien odpędzała od siebie trwogę i odrazę, do pewnego stopnia uspokajała się myślą: kiedy to jeszcze nastąpi! Jeszcze za trzy tygodnie, za dwa, za dziesięć dni; aż przyszedł dzień, w którym powiedziała sobie: za tydzień! i przelękła się tak okropnie,..."
Bene nati - strona 138
" Uprzeć się, powiedzieć, że ona inaczej nie chce i nie zgodzi się, jak tylko żeby ślub odbył się po Wielkiejnocy? Będzie okropna kłótnia i zawierucha w domu. Konstanty chyba ją wybije, ludzie na języki wezmą, Cydziki zaraz z gniewami, z żalami wystąpią. Co tu robić? Myślała,..."
Bene nati - strona 139
" On teraz rozgniewał się już na dobre. — Bajki babom! — krzyknął — ot, wariatka! Ja starania i serce swoje dla niej wykładam, koszta ponoszę, szczęście jej upewniam, a ona tu wariactwa jakieś wyprawuje! Żebyś rozumna była, to do takiego szczęścia, jak to, które ja tobie..."
Bene nati - strona 140
" — A toż dla jakiej przyczyny? — po chwili milczącego osłupienia zapytała. — Dla tej, że nie chcę — jeszcze donośniej i cieniej odparła Salusia. Pancewiczowa balię ze stukiem na ziemię postawiła. — At — zaśmiała się zgryźliwie — myślałam, że już rozumu..."
Bene nati - strona 141
" Ze strumienia wrzątku lejącego się do balii wybuchała ogromna para, napełniała kuchenkę nieprzejrzaną prawie mgłą, owijała obie kobiety i na ich twarzach osiadała kroplistą rosą. Uwiędłe, ostre rysy Pancewiczowej, o czarnych jak smoła brwiach i oczach, kruczymi włosami i..."
Bene nati - strona 142
" Gości w domu nie bywało przez te dni żadnych, bo kawalerów, którzy według zwyczaju w odwiedziny przychodzili, Salusia, ze stosami mokrej bielizny w gołych rękach, popędliwie odprawiała. — Proszę tu teraz nie przychodzić! Teraz ja na zbijanie bąków czasu ani też ochoty wcale nie..."
Bene nati - strona 143
" — Kto? komu? — przedrzeźniała ją Salusia. — Jezus, Maria! jacy wy wszyscy niedomyślni! No, gadajże, Anulka, jeżeli Boga kochasz, gadaj! ty o nim pewno wszystko wiesz, on do ciebie pewno przyjeżdżał... Mówiła jak w gorączce, oczyma pożerała siostrę, która na koniec..."
Bene nati - strona 144
" — A odczepże się ty ode mnie ze swoimi głupimi zapytaniami i proszeniami! Co ja ci gadać będą? Nie widziałam, nie słyszałam, nie dowiadywałam się — i tyle! A i tobie już niewczas dowiadywać się o niego, kiedy za dwa dni ślub z drugim będziesz brała... Salusia wstała, z..."
Bene nati - strona 145
" Przez cały dzień następny bawiła się bardzo dobrze. Ledwie nie wszystkie dziewczęta z okolicy zbiegły się dla oglądania jej ślubnej sukni z białej alpagi, tiulowego welonu i pomarańczowego wianka. Piękne palto z syberyny, na które złożyły się wszystkie trzy siostry, powszechne..."
Bene nati - strona 146
" — Salka! dziś twój dziewiczy wieczór! Jaka ja kontenta, Salka, że ciebie jutro już mężatką zobaczę, że ty już upewnioną przyszłość będziesz miała, że wszystko tobie tak dobrze poszło! Ja ciebie zawsze z całej familii najlepiej lubiłam, ty dla moich dzieci taka dobra..."
Bene nati - strona 147
" bo jeżeli, broń Boże, jaką awanturę zrobi i Cydzika od siebie odtrąci, to ona sama, Końcowa, choć zawsze w największej przyjaźni z nią żyła, za siostrę jej nie uzna, wyrzecze się, znać nie zechce i w każdym wypadku drzwi swego domu przed nosem jej zamknie. To wypowiedziawszy,..."
Bene nati - strona 148
" — Dlaczego Gabryś się nie żeni? Na takie pałace, jak Gabrysia, pewnie ochotniczek nie brakuje! — Gabryś pewnie jutro tańczyć z nami będzie! Proszę ze mną do krakowiaka. — Ale chyba insze buty włoży, bo te rozlecą się, gdy tylko piętą ruszy!... On ..."
Bene nati - strona 149
" Obie siostry zakończyły: — Co Gabryś plecie? czego Gabryś tu przyszedł czas nam darmo zabierać! Niech Gabryś ze swoją głupotą... — Ja głupi — przerwał — to prawda. Jednakowoż niektóre rzeczy może lepiej od rozumnych postrzegam i pani Pancewiczowej, równie jak i pani..."
Bene nati - strona 150
" Na szyi miał biały krawat z dużą kokardą, a na głowie czarną barankową czapkę, którą w progu zdjął mu z głowy jeden z drużbantów, bo on sam uczynić tego nie mógł, w obu rękach trzymając coś dużego, okrągłego i osłoniętego białym płótnem. — Niech będzie..."
Bene nati - strona 151
" W świetlicy zrobiło się bardzo gorąco; toteż Końcowa zdziwiła się ogromnie, gdy pośpiesznie szukając Salusi, zobaczyła ją przyciśniętą do pieca, bardzo bladą, a kurczącą się i drżącą jakby od zimna. Za rękę ją porwawszy, uczuła w dłoni jakby kawał lodu, ale długo nie..."
Bene nati - strona 152
" — Salka — przemówiła na koniec Końcowa — co tobie jest? Odezwijże się choć słówkiem, bo aż straszno na ciebie patrzeć! Nie odezwała się, nie spojrzała nawet na nią, a gdy piec zupełnie już był z gąsek opróżniony, kosz w rękę wzięła i z nim do świetlicy weszła. Za..."
Bene nati - strona 153
" Końcowa, niespokojna jakaś i często na młodszą siostrę oczyma rzucająca, wyręczając ją, poprowadziła drużki na przeciwek, skąd wkrótce dziewczęta zabrały dwa mirtowe drzewka i tryumfalnie niosły je do świetlicy. Salusia stała w sieni z pustym koszem w ręku, do ściany..."
Bene nati - strona 154
" — Ani ja o nim zapomnę, ani ja go odżałuję... Gabryś głupi jest... Gabryś nic nie rozumie... Od domu doszły wołania: — Salusia! Salusia! Salusia! — Ot, już i wołają! — sarknęła. — Wiesz, Gabryś... — Ściśniętą pięścią jednej ręki w dłoń drugiej uderzyła...."
Bene nati - strona 155
" Ale on nie mógł już dłużej powściągnąć tej przemożnej siły, która ogniem grała w jego żyłach i ciągnęła go do dziewczyny, jutro mającej mu być poślubioną. Rozzuchwalała go ta siła i z dzieciństwa prędko w świadomość męskich praw przerzucała. Znowu przysunął się..."
Bene nati - strona 156
" Salusia z wyrazem niewysłowionej urągliwości na twarzy przez chwilę na niego patrzała, aż tysiące dumnych, wzgardliwych błyskawic wyrzucając z oczu zaśmiała się długo, głośno, po czym z bokówki wybiegłszy, jak strzała przebiegła świetlicę, sień i znalazła się na..."
Bene nati - strona 157
" Były to listy Jerzego, kilka listów, które od czasu rozstania się z nim od niego otrzymała. Teraz zamknęła skrzynię, z ziemi powstała, na stołku usiadłszy nowe i trochę ciasne trzewiki, które miała na nogach, zmieniła na stare i od wynoszenia rozluźnione; ciepłe jeszcze, ale..."
Bene nati - strona 158
" — Chodź pan, chodź! cościś pod sekretem powiem! — tajemniczo wciąż szeptał chłopak, a Jaśmont zobaczywszy, że chłopakowi na płacz się zbiera, zza stołu wstał i wyszedł z nim do sieni. Tam słychać było, jak z sobą żywo, choć z cicha, szeptali, po czym Jaśmont, mocno..."
Bene nati - strona 159
" Jednak i w tym darciu się przeraźliwym, złością zrazu nabrzmiałym, drżał już zaczynający się płacz. Nikt nie widział Gabrysia, który, gdy tylko w zagrodzie Konstantego ruch powstał i rozbrzmiały głosy, jedno imię wywołujące, z chaty swojej wyszedł i płotek przestąpiwszy,..."
Bene nati - strona 160
" Gabryś głową patrząsł; cichy, lecz długi śmiech zatrząsł mu u piersi grubą kapotą. — A cóż to za wariactwo i cóż to za głupstwo jest, kiedy kto chce piękny prezent dostać? — wymówił. Słuszna uwaga. To prawda! Jaka ta Salusia jednakowoż jest praktyczna, kiedy nawet..."
Bene nati - strona 161
" Mniej od innych czuła się uspokojoną i wcale nie była zachwycona tym lataniem siostry w nocy po prezent; zresztą i niezupełnie w nie uwierzyła. Gdy zagroda Konstantego przycichła, a on sam z Końcową jednokonnymi sankami za wrota wyjechał, Gabryś z zapaloną latarką do swojej..."
Bene nati - strona 162
" VI Świtanie dnia znalazło ją więcej niż o milę od Tołłoczek oddaloną, wspinającą się po szerokiej drodze na dość wysoką górę. Nie była jeszcze ani trochę zmęczona, szła raźnie, a gdy z rzedniejących mroków nocnych przydrożne drzewa i białe za nimi pola w..."
Bene nati - strona 163
" Przyszłość bezpieczną, dostatki zapewnione, posag, owieczki, dywanik z jelonkiem, skrzynią aż po szczyt bombiastego wieka wypchaną — cisnęła i w starym paltocie, w znoszonych trzewikach, z kilkudziesięciu groszami w kieszeni i dwoma zwitkami papieru za stanikiem, poleciała. Nie..."
Bene nati - strona 164
" A! wszak to młyn Gabrysiowego szwagra. Siostra Gabrysia z kilkorgiem małych i dorastających dzieci mieszka w tej chatynce, która w pobliżu młyna, tuż przy drodze, wśród niskich opłotków, prawie w trzeciej części śniegiem zasypana stoi i śpi. Wygląda, jak by spała, bo za dwoma..."
Bene nati - strona 165
" Blaski tego ognia, zza świata jak by wybuchającego, rzuciły się na śniegi i popłynęły po nich jak różowe rzeki i jeziora, oświeciły kilka dalekich drzew polnych — tak że wyglądały one jak wyrastające z alabastrów koronkowe słupy rumianej światłości — i wreszcie drżące..."
Bene nati - strona 166
" — Daj, abym go znalazła zdrowym i dla mnie życzliwym... któryś jest w niebie... aby życie jak w niebie przeszło mnie przy nim... przyjdź królestwo Twoje... aby odpuścił on mnie tę winę, którą przeciw niemu popełniłam... bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi... abym..."
Bene nati - strona 167
" Jedna Końcowa może przebłagałaby się wprędce, lecz i to niepewne, bo wobec groźby poróżnienia się z familią bardzo jest lękliwa. A krewni! sąsiedzi! znajomi! Ci to wprost oczy by jej urąganiem wyjadali, wzgardą oblewali, na syczących językach nosiliby ją po całym świecie!..."
Bene nati - strona 168
" Tak cię kocham i tak żyć bez ciebie nie mogę..." To dopiero on się ucieszy! Chyba zadusi ją w uściśnieniach! Kiedy o tych uściśnieniach pomyślała, aż słabość w nogach uczuła i zmuszona usiąść pod najbliższym drzewem, ogniście spłonioną twarz zasłoniła dłońmi. I..."
Bene nati - strona 169
" Salusia często na niebo spoglądała. Może śnieg będzie padał, bo i mrozu prawie nie ma, i te białe obłoki zdają się być śniegiem nadziane. Ale jej o to bynajmniej nie chodzi! Jeżeli i spadnie śnieg, to cichy, bo wiatr czasem tylko zawiewa, łagodny, ledwie trochę szemrzący, a..."
Bene nati - strona 170
" Zaledwie ściemnieje, ona w Laskowie już będzie, a i to jest też pomyślnym, że przyjdzie tam o szarej godzinie. Za dnia trochę wstydu czułaby przed obcymi, którzy by pewnie przyglądali się jej z ciekawością; a po ciemku wszystkie koty szare i zanim kto rozpozna, czy młodą jest, czy..."
Bene nati - strona 171
" Całe ich bogactwo w skrzynce tej zawierać się musiało; ten zaś, który ją z ognia wynosił, wydał się Salusi takim pięknym, silnym, śmiałym, że prawie więcej do wymalowanego na obrazie kościelnym archanioła niżeli do człowieka był podobnym. Ani rozumiała, co go w jej oczach..."
Bene nati - strona 172
" — Gospodarzu — ozwała się nagle — nie znacie czasem nadleśnego z Laskowa, Jerzego Chutki? Chłop nie znał nadleśnego z Laskowa, ale słyszał, że tam teraz jest jakiś nowy, młody, który w niedługim czasie ożenić się ma podobno. „Ehe! — pomyślała Salusia — miał on ten..."
Bene nati - strona 173
" Natura stawała się coraz więcej niepodobną do tej, śród której urodziła się i wzrosła. Dziecię stron bezleśnych, małymi, ale częstymi wzgórzami sfalowanych, znała dotąd małe tylko brzeźniaki i olszynki po mokrych łąkach rozsiane albo rzadkie sosnowe zarośla obrastające..."
Bene nati - strona 174
" Pokłoniła się: „Bądź zdrów, Kostanty!" Pancewiczowa jak wicher w kuchni szumi i kłóci się z Zaniewską. Końcowa rozpowiada bratu różne miejskie wydarzenia i anegdotki! One też dla niej zaraz życzliwymi były, do niedoszłego jej wesela starań dokładały, podarunkami ją..."
Bene nati - strona 175
" Tak zagłębiła się w tych przypomnieniach, że zapomniała prawie, gdzie się znajduje, świata dokoła siebie nie widziała i jak by ze snu obudziła się usłyszawszy za sobą szelest posuwających się sań i głuchy tętent kopyt końskich po śniegu. Znowu przeleciały mimo niej..."
Bene nati - strona 176
" Duży ptak jakiś załopotał głośno skrzydłami, żałośnie zajęczał i jak by coś ciężkiego w gęstwinę spadło, taki rozległ się tam suchy stuk i trzask. Salusię trwoga zdjęła; pierwszy raz w tej kilkomilowej podróży zlękła się i uczuła przyśpieszone od trwogi uderzenia..."
Bene nati - strona 177
" Na polu jaśniej było niż w lesie; jednak i tutaj panowała już szara godzina, a we dworze pod topolami tyle świeciło się ruchomych i nieruchomych świateł, jak by tam jakąś iluminację urządzono. Z daleka już zobaczyła długi, niski dom, którego wszystkie okna w rzęsistym świetle..."
Bene nati - strona 178
" Pod topolami cisza, jak zresztą i na całym dziedzińcu, który pustką stoi i białością śniegu w zmroku świeci. Życie, wyraźnie świąteczne i wezbrane, skupiło się tu na dwóch punktach: w domu i około stajni. Salusia z wolna szła cichą stroną dziedzińca, pod topolami. Chciała..."
Bene nati - strona 179
" „Co tu robić, aby dowiedzieć się, gdzie on jest, i jakimkolwiek sposobem z nim się zobaczyć?" — myślała Salusia i po krótkim namyśle wcisnęła się pomiędzy siermięgi, kożuchy, duże chusty i z niejaką trudnością do samego okna dotarła. Przedzierając się przez tłumy..."
Bene nati - strona 180
" Za oknem w ciżbie stojąca dziewczyna w znoszonym paltocie i chustce na głowie twarz przyklejała do szyby i czarne, płonące oczy wlepiała w młodą parę, u końca stołu siedzącą. „Co to? co to? co to? — myślała — panna młoda... wesele... czego on przy niej siedzi? Może..."
Bene nati - strona 181
" Ci młodzi chłopcy w siermiężkach to pewno jego bracia; tamci w mundurkach z błyszczącymi guzikami — może jej bracia, bo nawet jeden — bardzo do niej podobny; a ten pan tłusty, rumiany, który dokoła stołu chodzi i wino w kieliszki nalewa, to jej ojciec. Nagle obróciła się znowu..."
Bene nati - strona 182
" Jednak choć bez wielkiej wesołości, przyjaźnie i z uśmiechem na pannę młodą spoglądał; im więcej ona głową kręciła i szafirowymi oczyma na wszystkie strony rzucała, tym bliżej przechylał się ku niej, aż gdy weselni goście nie tylko okrzyku swego wydawać nie przestawali,..."
Bene nati - strona 183
" Wtem od strony domu coś śpiewnego, skocznego, hucznego zadźwięczało, w powietrzu się rozległo, nad zamarzły staw przyleciało i kobietę u brzegu stawu siedzącą, niby szatankami w ciemnościach skaczącymi, otoczyło tonami wygrywanej przez kilka instrumentów polki. Porwała się na..."
Bene nati - strona 184
" Żeby mróz był wielki, położyłaby się tu, na brzegu stawu, aby zamarznąć. Żeby wielka śnieżyca padała, położyłaby się także, aby ją śnieg zasypał. Ale mrozu prawie nie ma i nic nie pada. Teraz ciemno, to dobrze; ale kiedyś przecie rozwidnieje, a wtedy co? Pójść sobie? a..."
Bene nati - strona 185
" Ale przed parą już minutami dał się słyszeć u bramy cichy szelest małych sanek, które w mizernego konika zaprzężone, podjechały nieco pod topole i stanęły. Wysoki człowiek w kożuchu wysiadł z nich, lejce koło topoli okręcił i szedł powoli, pilnie rozglądając się dokoła, a..."
Bene nati - strona 186
" — Topić się chciałaś... — mówił — koło stawu chodziłaś... najbliższej drogi szukałaś do przełomki... oj, Salka! Salka! Salka! A skąd ja tu wziął się! Ich zwiodłem... w drugiej stronie cię szukali, potem okolicę przetrząsać zaczęli, a ja jeden wiedziałem, gdzie ty..."
Bene nati - strona 187
" — Gabryś, kochany, miły, drogi, złotny, puść! Już nie do przełomki skoczę, tylko tam... tam... pod okno... raz jeden na niego spojrzę... jeden razik jeszcze, ostatni... a potem z tobą pojadę... Puść! Łkała i aż ku ziemi przysiadając opierała mu się i wyrywała. Wtedy on..."
Bene nati - strona 188
" On parę razy po głowie ją pogłaskał i łagodnie ku swemu ramieniu przechylił. — Zaśnij! — rzekł — odpocznij! Czy usnęła, czy też rozmyślała? — nie można było dostrzec w ciemności, ale z głową na jego ramieniu opartą siedziała tak cicha, jak najgłębszy sen. A on nie..."