Ben Hur - strona 8
rzeczywiście tłum oblegał drzwi gospody, a podwórze jej, jakkolwiek obszerne, było przepełnione. Tuż u bramy siedział na dużym pniu cedrowym stróż gospody, włócznia jego o mur oparta, a pies leżał u stóp jego.
- Pokój Jehowy z Tobą - rzekł Józef, dotarłszy w końcu do stróża.
- Czego mnie życzysz i ja tobie życzę, a co posiędziesz, niech się mnoży tobie i dzieciom twoim - odparł stróż poważnie, nie ruszając się wcale.
- Urodziłem się w Betlejem - rzekł Józef rozważnie - czyliż nie znajdę miejsca dla..
- Nie ma.
- Słyszeliście może o mnie, jestem Józef z Nazaretu. Tu jest dom ojców moich, bo jestem z pokolenia Dawidowego.
Słowa te podtrzymywały nadzieję nazaretańczyka; jeśli one go zawiodą, każde inne nie zdadzą się na nic, nawet ofiara kilku syklów. Być synem Judy, to cenna rzecz - ale nierównie cenniejszą w opinii pokoleń było, być z domu Dawidowego - nie było nic zaszczytniejszego. Z uszanowaniem powstał stróż z miejsca swego i rzekł: rabbi, nie mogę ci powiedzieć, kiedy te drzwi po raz pierwszy się otwarły na powitanie podróżnego, dawniej to pewno niż tysiąc lat, a od tego czasu nigdy nie zamknęły się przed dobrym człowiekiem, jeśli tylko było miejsce, na którym by spoczął. Gdyśmy tak postępowali z obcymi, jakże inaczej mielibyśmy czynić ze swoimi? A jednak musi być prawda, kiedy stróż tego domu mówi potomkowi Dawida: "nie ma miejsca!" Dlatego pozdrawiam cię na nowo, a jeśli chcesz się sam
www.hauger.com.pl
przekonać, chodź ze mną, a pokażę ci, że nie ma miejsca w gospodzie: ani w izbach, ani w podwórzu, ani na dachu. Mogę cię zapytać rabbi kiedy przybyłeś?
- Dopiero przed chwilą.
Stróż uśmiechał się, mówiąc:
- Obcy, który mieszka pośród was, niechaj będzie jak jeden z was i będę go miłować jak siebie. - Czy nie tak mówi prawo, rabbi?
Józef milczał.
- Jeśli takie jest prawo, czyż mogę powiedzieć takiemu, który pierwej przybył: Idź swoją drogą, bo oto przybył inny, który zajmie miejsce twoje?
- Józef słuchał mowy jego spokojnie.
- Gdybym nawet tak powiedział, czyliż miejsce to należałoby się tobie?
Patrz, jak wielu czeka od dziewiątej.
- Któż są ci wszyscy ludzie? - zapytał Józef, wskazując na tłum - i co ich tu sprowadza?
- To, co zapewne i ciebie, rabbi, edykt cesarski. - Tu stróż rzucił pytające spojrzenie na nazaretańczyka, potem mówił dalej - ta przyczyna ściągnęła większą część tych, którzy są w gospodzie. Prócz tego przybyła wczoraj karawana jadąca z Damaszku do Arabii i Dolnego Egiptu. To, co tu widzisz najbliżej, należy do tej karawany, tak ludzie, jak i wielbłądy. Józef jeszcze nie ustąpił.
- Podwórze takie obszerne - rzekł.
Tak, ale całe założone tłumokami, pakunkami jedwabiu, korzenia i innymi towarami, Tu twarz podróżnego zaszła smutkiem, oczy spuścił na dół i rzekł wzruszony: Nie dbam o siebie, ale mam żonę z sobą, noc ciemna, zimniejsza na tej wysokości niż w Nazarecie, nie może ona spędzić nocy pod gołym niebem. Czy nie znalazłoby się dla niej jakie miejsce w mieście?
- Ci ludzie - odrzekł stróż, wyciągnąwszy rękę w kierunku tłumu stojącego przed bramą - byli wszyscy w mieście i mówią, że wszystko jest zajęte. Znów Józef patrzył w ziemię, mówiąc na wpół do siebie: "ona taka młoda! jeśli jej uścielę posłanie na wzgórzu, zimno ją zabije".
Potem znów przemówił do stróża:
- Może znaliście jej rodziców Joachima i Annę z Betlejem, również z rodu Dawidowego?
- W młodości mojej znałem ich, byli to sprawiedliwi ludzie.
Mówiąc to, spuścił stróż oczy w zamyśleniu, nagle podniósł głowę i rzekł:
- Nie mogę zrobić miejsca dla ciebie, rabbi, ale bez dobrej rady nie puszczę cię. Ileż was osób jest?
Józef zamyślił się, a potem odpowiedział: - Tylko żona i ja.
- Dobrze, nie spędzicie nocy na dworze. Sprowadź żonę, a spiesz się, bo gdy słońce zajdzie za górę, rychło noc nadejdzie.
- Błogosławię ci błogosławieństwem podróżnego bez dachu, błogosławieństwo gościa nie ominie cię również.
Mówiąc to nazaretańczyk, spiesznie wrócił do Maryi, którą w czasie rozmowy ze stróżem gospody zostawił w pewnym oddaleniu, a wróciwszy z nią, rzekł:
- Oto ta, o której mówiłem.
Maryja miała twarz odsłoniętą.
- Niebieskie oczy i złote włosy - zauważył po cichu stróż, patrząc na Maryję - takim był młody Dawid, gdy śpiewał Saulowi.
- Pokój Jehowy z Tobą - rzekł Józef, dotarłszy w końcu do stróża.
- Czego mnie życzysz i ja tobie życzę, a co posiędziesz, niech się mnoży tobie i dzieciom twoim - odparł stróż poważnie, nie ruszając się wcale.
- Urodziłem się w Betlejem - rzekł Józef rozważnie - czyliż nie znajdę miejsca dla..
- Nie ma.
- Słyszeliście może o mnie, jestem Józef z Nazaretu. Tu jest dom ojców moich, bo jestem z pokolenia Dawidowego.
Słowa te podtrzymywały nadzieję nazaretańczyka; jeśli one go zawiodą, każde inne nie zdadzą się na nic, nawet ofiara kilku syklów. Być synem Judy, to cenna rzecz - ale nierównie cenniejszą w opinii pokoleń było, być z domu Dawidowego - nie było nic zaszczytniejszego. Z uszanowaniem powstał stróż z miejsca swego i rzekł: rabbi, nie mogę ci powiedzieć, kiedy te drzwi po raz pierwszy się otwarły na powitanie podróżnego, dawniej to pewno niż tysiąc lat, a od tego czasu nigdy nie zamknęły się przed dobrym człowiekiem, jeśli tylko było miejsce, na którym by spoczął. Gdyśmy tak postępowali z obcymi, jakże inaczej mielibyśmy czynić ze swoimi? A jednak musi być prawda, kiedy stróż tego domu mówi potomkowi Dawida: "nie ma miejsca!" Dlatego pozdrawiam cię na nowo, a jeśli chcesz się sam
Reklama za free:
Kurs prawo jazdy
Proponujemy Kurs prawo jazdy. U nas, w naszym bogatym asortymencie.www.hauger.com.pl
- Dopiero przed chwilą.
Stróż uśmiechał się, mówiąc:
- Obcy, który mieszka pośród was, niechaj będzie jak jeden z was i będę go miłować jak siebie. - Czy nie tak mówi prawo, rabbi?
Józef milczał.
- Jeśli takie jest prawo, czyż mogę powiedzieć takiemu, który pierwej przybył: Idź swoją drogą, bo oto przybył inny, który zajmie miejsce twoje?
- Józef słuchał mowy jego spokojnie.
- Gdybym nawet tak powiedział, czyliż miejsce to należałoby się tobie?
Patrz, jak wielu czeka od dziewiątej.
- Któż są ci wszyscy ludzie? - zapytał Józef, wskazując na tłum - i co ich tu sprowadza?
- To, co zapewne i ciebie, rabbi, edykt cesarski. - Tu stróż rzucił pytające spojrzenie na nazaretańczyka, potem mówił dalej - ta przyczyna ściągnęła większą część tych, którzy są w gospodzie. Prócz tego przybyła wczoraj karawana jadąca z Damaszku do Arabii i Dolnego Egiptu. To, co tu widzisz najbliżej, należy do tej karawany, tak ludzie, jak i wielbłądy. Józef jeszcze nie ustąpił.
- Podwórze takie obszerne - rzekł.
Tak, ale całe założone tłumokami, pakunkami jedwabiu, korzenia i innymi towarami, Tu twarz podróżnego zaszła smutkiem, oczy spuścił na dół i rzekł wzruszony: Nie dbam o siebie, ale mam żonę z sobą, noc ciemna, zimniejsza na tej wysokości niż w Nazarecie, nie może ona spędzić nocy pod gołym niebem. Czy nie znalazłoby się dla niej jakie miejsce w mieście?
- Ci ludzie - odrzekł stróż, wyciągnąwszy rękę w kierunku tłumu stojącego przed bramą - byli wszyscy w mieście i mówią, że wszystko jest zajęte. Znów Józef patrzył w ziemię, mówiąc na wpół do siebie: "ona taka młoda! jeśli jej uścielę posłanie na wzgórzu, zimno ją zabije".
Potem znów przemówił do stróża:
- Może znaliście jej rodziców Joachima i Annę z Betlejem, również z rodu Dawidowego?
- W młodości mojej znałem ich, byli to sprawiedliwi ludzie.
Mówiąc to, spuścił stróż oczy w zamyśleniu, nagle podniósł głowę i rzekł:
- Nie mogę zrobić miejsca dla ciebie, rabbi, ale bez dobrej rady nie puszczę cię. Ileż was osób jest?
Józef zamyślił się, a potem odpowiedział: - Tylko żona i ja.
- Dobrze, nie spędzicie nocy na dworze. Sprowadź żonę, a spiesz się, bo gdy słońce zajdzie za górę, rychło noc nadejdzie.
- Błogosławię ci błogosławieństwem podróżnego bez dachu, błogosławieństwo gościa nie ominie cię również.
Mówiąc to nazaretańczyk, spiesznie wrócił do Maryi, którą w czasie rozmowy ze stróżem gospody zostawił w pewnym oddaleniu, a wróciwszy z nią, rzekł:
- Oto ta, o której mówiłem.
Maryja miała twarz odsłoniętą.
- Niebieskie oczy i złote włosy - zauważył po cichu stróż, patrząc na Maryję - takim był młody Dawid, gdy śpiewał Saulowi.
Oznaczenia: Kurs prawo jazdy