Ben Hur - strona 62
upięknił i zmienił go w pyszny rydwan.
Woźnice byli przebiegli i ambitni. Zwykle używali pary koni w nadzwyczajnych tylko uroczystościach, jak igrzyska olimpijskie lub inne równie świetne występy, czwórkę. Dla odróżnienia konie zewnętrzne w zaprzęgu nazwano licowymi, wewnętrzne jarzmowymi. Z doświadczenia wiedzieli, że pierwszym warunkiem powodzenia była swoboda ruchów i dlatego też uprząż była nadzwyczaj prosta i lekka: składała się ona z rodzaju drewnianej ramy czy pierścienia okalającego szyję zwierzęcia, do której przytwierdzano uzdę i lejce. Do kierowania wozem służył kawałek okutego lub masztowego drzewa, umocowany poprzecznie przy, końcu dyszla i połączony z obręczą chomąt za pomocą lin przeciągniętych przez kółka u chomąt.
Dotąd przypatrujący się tłum zachowywał się spokojnie; ostatni dopiero woźnica miał szczęście. W miarę jak się zbliżał do miejsca, z którego patrzył Ben-Hur, rosły głośne okrzyki, klaskanie w dłonie, co oczywiście zwracało uwagę na wóz i jego właściciela. Konie jarzmowe były czarne, licowe białe jak śnieg, a wszystkie cztery rzymskim obyczajem z ogonami krótko ustrzyżonymi, zaś w splecionych grzywach były żółte i czerwone wstążki. Nareszcie jadący zbliżył się o tyle, że go każdy dobrze mógł widzieć i musiał przyznać, że słusznie wzbudził tak wielki podziw. Już same koła wozu były arcydziełem w swoim rodzaju, silne sztaby żelaza okalały zresztą lekkie koła, których szprychy z zębów słoniowych ułożone zgodnie z ich naturalnym zgięciem nadawały tak pożądanego pędu. Dzwon koła z błyszczącego hebanu przytrzymywały brązowe skuwki, osie zaś, stosownie do całości koła, zdobiły
www.lender.pl
fantastyczne łby tygrysie. Pudło wozu było z pozłacanej wikliny. Oczywiście, że piękne konie i wóz zwróciły uwagę Ben-Hura i na woźnicę. Początkowo dokładnie nie widział Ben-Hur ani twarzy, ani całej postaci, a jednak nie była mu obca, przypominała kogoś z dawnego minionego czasu. Któż to może być? myślał ciągle, aż nareszcie wóz zbliżył się truchtem. Po przyjęciu i po wspaniałości wozu można było sądzić, że woźnica był albo ulubieńcem rządu albo księciem. Nie było to nieprawdopodobne, bo i królowie nie wstydzili się ubiegać o wieniec przeznaczony dla zwycięzcy. Wszak Neron i Kommodus poświęcali się sztuce powożenia, toteż Ben-Hur zbliżył się do poręczy oddzielającej siedzących od tłumu i patrzył pełen powagi, ale i wzruszenia. Teraz ujrzał postać jadącego w całym jej wdzięku. Nie jechał sam, towarzyszył mu, stosownie do praw, mąż zwany w języku greckim myrtiios, będący zwykle namiętnym zwolennikiem wyścigów. Ben-Hur mógł widzieć tylko woźnicę, który stał na wozie kilka razy opasany lejcami; a była to naprawdę piękna postać! Okrywała go jasno czerwona tunika, w prawej ręce trzymał bicz, w drugiej, trochę wzniesionej i wyciągniętej, lejce. Postawa woźnicy była zręczna i pełna życia, a oklaski i okrzyki przyjmował z posągową obojętnością. Ben-Hur stał także jak posąg, ale skamieniały ze wzruszenia, przeczucie i pamięć nie zawiodły go - woźnicą był Messala!
Wybór koni, wytworność wozu, postawa, śmiałość woźnicy - więcej - zimny, ostry wyraz i orle rysy - przekonały Ben-Hura, że nic się nie zmieniło w Messali, że był on zawsze równie zarozumiały, jak odważny, równie ambitny, lekceważący i drwiący z najświętszych rzeczy. Gdy Ben-Hur zszedł z trybuny, jakiś Arab wstał i zawołał:
Ludzie Wschodu i Zachodu, słuchajcie! Pozdrawia was zacny szejk Ilderim! Przywiódł on tutaj czwórkę rumaków wiodącą ród od koni mądrego Salomona, aby się ścigał z najlepszymi. Potrzebuje silnego męża, który by nimi kierował, a kto się z tego ku zadowoleniu pana mego wywiąże, tego obsypie bogactwem.
- Tu - i tam w mieście, gdzie tylko gromadzą się dzielni, ogłoście wieść tę. Tak mówi mój pan, szejk Ilderim Dobrotliwy!
Ogłoszenie wywołało wielkie wzruszenie, wśród tłumu i pod namiotami, a niebawem rozniosło się w całej Antiochii. Ben-Hur wodził oczyma od szejka do herolda, a Malluch przypuszczał przez chwilę - że polecony mu młodzieniec zechce się podjąć sprawy. - Odetchnął więc, gdy ten się odwrócił do niego i zapytał:
- Zacny Malluchu, dokądże teraz się zwrócimy?
- Jeślibyś chciał iść śladem tych, co pierwszy raz zwiedzają te miejsca, należałoby ci pójść posłuchać wyroczni i dowiedzieć się swej przyszłości - odparł zapytany.
- Mówisz, że mógłbym się zapytać o moją przyszłość, jest w tym coś, co trąci pogaństwem, jednakże chodźmy do boginii.
- Nie lękaj się, synu Ariusza, boginie Apollina łatwo te rzeczy urządzają. Nie potrzebujesz wdawać się w rozmowę mistyczną z Pytią lub Sybillą, ale kupisz liść papirusowy, świeżo zerwany, a gdy go zanurzysz w wodę pewnego źródła, wyczytasz na nim swą przyszłość. Widocznie rzecz ta straciła urok dla Ben-Hura, bo rzekł posępnie:
- Są ludzie, którzy nie mają co troszczyć się o swoją przyszłość.
- Wolisz więc iść do świątyni?
- Świątynie te są greckie?
Woźnice byli przebiegli i ambitni. Zwykle używali pary koni w nadzwyczajnych tylko uroczystościach, jak igrzyska olimpijskie lub inne równie świetne występy, czwórkę. Dla odróżnienia konie zewnętrzne w zaprzęgu nazwano licowymi, wewnętrzne jarzmowymi. Z doświadczenia wiedzieli, że pierwszym warunkiem powodzenia była swoboda ruchów i dlatego też uprząż była nadzwyczaj prosta i lekka: składała się ona z rodzaju drewnianej ramy czy pierścienia okalającego szyję zwierzęcia, do której przytwierdzano uzdę i lejce. Do kierowania wozem służył kawałek okutego lub masztowego drzewa, umocowany poprzecznie przy, końcu dyszla i połączony z obręczą chomąt za pomocą lin przeciągniętych przez kółka u chomąt.
Dotąd przypatrujący się tłum zachowywał się spokojnie; ostatni dopiero woźnica miał szczęście. W miarę jak się zbliżał do miejsca, z którego patrzył Ben-Hur, rosły głośne okrzyki, klaskanie w dłonie, co oczywiście zwracało uwagę na wóz i jego właściciela. Konie jarzmowe były czarne, licowe białe jak śnieg, a wszystkie cztery rzymskim obyczajem z ogonami krótko ustrzyżonymi, zaś w splecionych grzywach były żółte i czerwone wstążki. Nareszcie jadący zbliżył się o tyle, że go każdy dobrze mógł widzieć i musiał przyznać, że słusznie wzbudził tak wielki podziw. Już same koła wozu były arcydziełem w swoim rodzaju, silne sztaby żelaza okalały zresztą lekkie koła, których szprychy z zębów słoniowych ułożone zgodnie z ich naturalnym zgięciem nadawały tak pożądanego pędu. Dzwon koła z błyszczącego hebanu przytrzymywały brązowe skuwki, osie zaś, stosownie do całości koła, zdobiły
Reklama za free:
Pasy gumowe
Proponujemy Pasy gumowe. U nas, w naszym bogatym asortymencie.www.lender.pl
Wybór koni, wytworność wozu, postawa, śmiałość woźnicy - więcej - zimny, ostry wyraz i orle rysy - przekonały Ben-Hura, że nic się nie zmieniło w Messali, że był on zawsze równie zarozumiały, jak odważny, równie ambitny, lekceważący i drwiący z najświętszych rzeczy. Gdy Ben-Hur zszedł z trybuny, jakiś Arab wstał i zawołał:
Ludzie Wschodu i Zachodu, słuchajcie! Pozdrawia was zacny szejk Ilderim! Przywiódł on tutaj czwórkę rumaków wiodącą ród od koni mądrego Salomona, aby się ścigał z najlepszymi. Potrzebuje silnego męża, który by nimi kierował, a kto się z tego ku zadowoleniu pana mego wywiąże, tego obsypie bogactwem.
- Tu - i tam w mieście, gdzie tylko gromadzą się dzielni, ogłoście wieść tę. Tak mówi mój pan, szejk Ilderim Dobrotliwy!
Ogłoszenie wywołało wielkie wzruszenie, wśród tłumu i pod namiotami, a niebawem rozniosło się w całej Antiochii. Ben-Hur wodził oczyma od szejka do herolda, a Malluch przypuszczał przez chwilę - że polecony mu młodzieniec zechce się podjąć sprawy. - Odetchnął więc, gdy ten się odwrócił do niego i zapytał:
- Zacny Malluchu, dokądże teraz się zwrócimy?
- Jeślibyś chciał iść śladem tych, co pierwszy raz zwiedzają te miejsca, należałoby ci pójść posłuchać wyroczni i dowiedzieć się swej przyszłości - odparł zapytany.
- Mówisz, że mógłbym się zapytać o moją przyszłość, jest w tym coś, co trąci pogaństwem, jednakże chodźmy do boginii.
- Nie lękaj się, synu Ariusza, boginie Apollina łatwo te rzeczy urządzają. Nie potrzebujesz wdawać się w rozmowę mistyczną z Pytią lub Sybillą, ale kupisz liść papirusowy, świeżo zerwany, a gdy go zanurzysz w wodę pewnego źródła, wyczytasz na nim swą przyszłość. Widocznie rzecz ta straciła urok dla Ben-Hura, bo rzekł posępnie:
- Są ludzie, którzy nie mają co troszczyć się o swoją przyszłość.
- Wolisz więc iść do świątyni?
- Świątynie te są greckie?
Oznaczenia: Pasy gumowe