Ben Hur - strona 42
- Powiedz mi, co być zrobił, gdybyś był wolnym?
- Szlachetny Ariusz urąga mej niedoli - rzekł Juda drżącym od wzruszenia głosem.
- Nie, na bogi, nie!
- Odpowiem więc chętnie: oddałbym się pierwszej powinności mego życia, nie znałbym innej: zanim matka i siostra nie wróciłyby do domu ojców naszych, nie pomyślałbym o spoczynku. Każdy dzień, każdą godzinę poświęciłbym ich szczęściu. Nie miałyby nade mnie wierniejszego niewolnika, bo zaprawdę straciły wiele, ale na Boga przodków moich więcej im oddam!
Rzymianin nie spodziewał się takiej odpowiedzi, na chwilę stracił wątek swych myśli, potem rzekł:
- Przemawiam do twej szlachetności - rzekł. - Gdyby matka twoja lub siostra nie żyły, lub na zawsze zaginęły, powiedz, co byś wtedy uczynił?
Widoczna bladość pokryła twarz Ben-Hura; z rozpaczą patrzył na morze, dopiero gdy się stał panem swych uczuć, zwrócił się do trybuna i zapytał:
- Jaki bym zawód obrał?
- Tak.
Powiem ci prawdę, trybunie. W przeddzień owego strasznego nieszczęścia, o którym ci mówiłem, otrzymałem pozwolenie zostania żołnierzem. Nie zmieniłem i dziś mego postanowienia, a ponieważ na całej ziemi jest dziś tylko jedna szkoła wojenna, poszedłbym do niej.
- A więc na arenę! - zawołał Ariusz.
- Nie, do rzymskiego obozu.
- Pierwej jednak musiałbyś się zapoznać z używaniem broni.
Nigdy przełożony nie powinien radzić podwładnemu; Ariusz spostrzegł, że popełnił błąd i w oka mgnieniu zmienił głos i postępowanie.
- Odejdź -
www.abautoszkola.com
rzekł rozkazującym tonem - a nie buduj nic na tym co ci mówiłem, może żartuję z ciebie, albo - tu spojrzał w przestrzeń - albo, gdybyś się zmiany mógł spodziewać, to przyjdzie ci wybrać między sławą gladiatora lub służbą żołnierza. Do pierwszej może ci dopomóc łaska Cezara, gdy tymczasem w wojsku nie znajdziesz ani pomocy, ani uznania, bo nie jesteś Rzymianinem.
Za chwilę pochylał się Ben-Hur znowu nad wiosłem na zwykłym swym miejscu. Gdy serce lżejsze, każde zajęcie łatwiej się spełnia, toteż i wiosłowanie nie zdało się Judzie tak ciężkim; nadzieja, niby śpiewne ptaszę zagościła w jego sercu. Ostrzegające słowa trybuna: może tylko żartuję z ciebie - odsuwał z myśli, ile razy mu się przypomniały. Jedyną myślą, która go zaprzątała, było, że go trybun zawołał, że wysłuchał dziejów jego żywota. Nad jego ławką zaświecił jasny promień nadziei, pełen obietnic, a on modlił się:
- Boże, jestem wiernym synem Izraela, narodu, któryś ukochał przed wiekami. Pomóż mi, błagam Cię!
ROZDZIAŁ XI
W zatoce Antemonium, na wschód od wyspy Cytery zebrało się sto galer. Odbywszy przegląd floty, odpłynął trybun na czele tejże ku Naksos, największej z Cyklad, a sterczącej niby kamień przydrożny między Azją i Grecją. Z tego wzniesienia panował trybun nad wszystkimi okrętami, jakie by na wodach tych ukazać się mogły; każdej chwili mógł ścigać piratów, gdyby się tylko pojawili, czy to na Morzu Egejskim, czy na Śródziemnym. Gdy flota w pełnym szyku płynęła ku górzystym wybrzeżom wyspy, spostrzeżono galerę przebywającą z północy. Ariusz popłynął na jej spotkanie i okazało się, że był to statek handlowy, płynący wprost z Bizancjum, a jego dowódca udzielił trybunowi wielce użytecznych informacji. Piraci pochodzili z najdalszych wybrzeży Euxinu, byli nawet między nimi tacy, którzy rodzili się w Tanais, leżącym nad ujściem rzeki tej nazwy, która prawdopodobnie zasila bagna Meotejskie.
Wszelkie przygotowania robili oni w jak największej tajemnicy, dopiero kiedy się ukazali w Zatoce Trackiej, po zniszczeniu stojącej tam floty, zdradzili swą obecność i zamiary. Później już rozbijali wszelkie okręty i mniejsze statki, skoro się tylko ukazały na wodach Hellespontu. Eskadrę ich stanowiło sześćdziesiąt dobrze uzbrojonych i obsadzonych załogą galer. Dowódcą był Grek, równie jak cała służba okrętu dobrze obeznany ze wschodnimi wodami. Dokonywali niezmiernych grabieży, a postrach padł nie tylko na żeglarzy, ale i na miasta na lądzie, które pozamykały bramy i nocną straż postawiły na murach. - Nic dziwnego, że handel prawie zupełnie podupadł. - Gdzież się teraz mogli znajdować piraci?
Na to nader ważne pytanie odebrał trybun dość zadowalającą odpowiedź.
Po zrabowaniu Hefestii na wyspie Lemnos, nieprzyjaciel uciekł wprost ku grupie wysp Tessalskich i zniknął między Eubeą i Helladą. Takie były wieści.
Ludność wyspy Naksos, ściągnięta na szczyty wzgórz rzadkim widokiem stu galer w jedną eskadrę złączonych, ujrzała, jak nagle przednia dywizja zawróciła ku północy, a za jej przykładem
- Szlachetny Ariusz urąga mej niedoli - rzekł Juda drżącym od wzruszenia głosem.
- Nie, na bogi, nie!
- Odpowiem więc chętnie: oddałbym się pierwszej powinności mego życia, nie znałbym innej: zanim matka i siostra nie wróciłyby do domu ojców naszych, nie pomyślałbym o spoczynku. Każdy dzień, każdą godzinę poświęciłbym ich szczęściu. Nie miałyby nade mnie wierniejszego niewolnika, bo zaprawdę straciły wiele, ale na Boga przodków moich więcej im oddam!
Rzymianin nie spodziewał się takiej odpowiedzi, na chwilę stracił wątek swych myśli, potem rzekł:
- Przemawiam do twej szlachetności - rzekł. - Gdyby matka twoja lub siostra nie żyły, lub na zawsze zaginęły, powiedz, co byś wtedy uczynił?
Widoczna bladość pokryła twarz Ben-Hura; z rozpaczą patrzył na morze, dopiero gdy się stał panem swych uczuć, zwrócił się do trybuna i zapytał:
- Jaki bym zawód obrał?
- Tak.
Powiem ci prawdę, trybunie. W przeddzień owego strasznego nieszczęścia, o którym ci mówiłem, otrzymałem pozwolenie zostania żołnierzem. Nie zmieniłem i dziś mego postanowienia, a ponieważ na całej ziemi jest dziś tylko jedna szkoła wojenna, poszedłbym do niej.
- A więc na arenę! - zawołał Ariusz.
- Nie, do rzymskiego obozu.
- Pierwej jednak musiałbyś się zapoznać z używaniem broni.
Nigdy przełożony nie powinien radzić podwładnemu; Ariusz spostrzegł, że popełnił błąd i w oka mgnieniu zmienił głos i postępowanie.
- Odejdź -
Reklama za free:
Kurs na przewóz rzeczy
Proponujemy Kurs na przewóz rzeczy. U nas, w naszym bogatym asortymencie.www.abautoszkola.com
Za chwilę pochylał się Ben-Hur znowu nad wiosłem na zwykłym swym miejscu. Gdy serce lżejsze, każde zajęcie łatwiej się spełnia, toteż i wiosłowanie nie zdało się Judzie tak ciężkim; nadzieja, niby śpiewne ptaszę zagościła w jego sercu. Ostrzegające słowa trybuna: może tylko żartuję z ciebie - odsuwał z myśli, ile razy mu się przypomniały. Jedyną myślą, która go zaprzątała, było, że go trybun zawołał, że wysłuchał dziejów jego żywota. Nad jego ławką zaświecił jasny promień nadziei, pełen obietnic, a on modlił się:
- Boże, jestem wiernym synem Izraela, narodu, któryś ukochał przed wiekami. Pomóż mi, błagam Cię!
ROZDZIAŁ XI
W zatoce Antemonium, na wschód od wyspy Cytery zebrało się sto galer. Odbywszy przegląd floty, odpłynął trybun na czele tejże ku Naksos, największej z Cyklad, a sterczącej niby kamień przydrożny między Azją i Grecją. Z tego wzniesienia panował trybun nad wszystkimi okrętami, jakie by na wodach tych ukazać się mogły; każdej chwili mógł ścigać piratów, gdyby się tylko pojawili, czy to na Morzu Egejskim, czy na Śródziemnym. Gdy flota w pełnym szyku płynęła ku górzystym wybrzeżom wyspy, spostrzeżono galerę przebywającą z północy. Ariusz popłynął na jej spotkanie i okazało się, że był to statek handlowy, płynący wprost z Bizancjum, a jego dowódca udzielił trybunowi wielce użytecznych informacji. Piraci pochodzili z najdalszych wybrzeży Euxinu, byli nawet między nimi tacy, którzy rodzili się w Tanais, leżącym nad ujściem rzeki tej nazwy, która prawdopodobnie zasila bagna Meotejskie.
Wszelkie przygotowania robili oni w jak największej tajemnicy, dopiero kiedy się ukazali w Zatoce Trackiej, po zniszczeniu stojącej tam floty, zdradzili swą obecność i zamiary. Później już rozbijali wszelkie okręty i mniejsze statki, skoro się tylko ukazały na wodach Hellespontu. Eskadrę ich stanowiło sześćdziesiąt dobrze uzbrojonych i obsadzonych załogą galer. Dowódcą był Grek, równie jak cała służba okrętu dobrze obeznany ze wschodnimi wodami. Dokonywali niezmiernych grabieży, a postrach padł nie tylko na żeglarzy, ale i na miasta na lądzie, które pozamykały bramy i nocną straż postawiły na murach. - Nic dziwnego, że handel prawie zupełnie podupadł. - Gdzież się teraz mogli znajdować piraci?
Na to nader ważne pytanie odebrał trybun dość zadowalającą odpowiedź.
Po zrabowaniu Hefestii na wyspie Lemnos, nieprzyjaciel uciekł wprost ku grupie wysp Tessalskich i zniknął między Eubeą i Helladą. Takie były wieści.
Ludność wyspy Naksos, ściągnięta na szczyty wzgórz rzadkim widokiem stu galer w jedną eskadrę złączonych, ujrzała, jak nagle przednia dywizja zawróciła ku północy, a za jej przykładem
Oznaczenia: Kurs na przewóz rzeczy