Ben Hur - strona 39
w owych sławnych rzymskich cyrkach. Był więc w tym względzie znawcą.
- Na bogi - rzekł sam do siebie - człowiek ten robi niezwykle wrażenie. Powierzchowność wielce obiecująca, muszę się o nim dowiedzieć bliższych szczegółów.
W tej chwili obrócił się młodzieniec w jego stronę.
- Żyd! - zawołał Ariusz - taki młody! - Pod badawczym wzrokiem trybuna rumieniec oblał twarz młodzieńca; wstrzymał na chwilę ruch wiosłem, lecz w tej chwili uderzyła głośniej pałeczka hortatora w stół, jakby dla napomnienia; szybko opuścił młodzieniec wiosło i od nowa ze zdwojoną siłą począł pracować. Po chwili znów spojrzał na trybuna - i, o dziwo, ujrzał na twarzy jego dobrotliwy uśmiech.
Tymczasem galera wpłynęła w cieśninę Mesyńską, a opłynąwszy miasto tejże nazwy, zwróciła się na wschód, zostawiając za sobą zadymiony i groźny szczyt Etny. Ile razy wracał Ariusz na platformę, zajmował się wioślarzem i mówił sam do siebie: Chłopiec to rozumny i sprytny. Żyd - to nie barbarzyńca... Muszę o nim zasięgnąć wiadomości. Czwartego dnia podróży "Astrea" - tak się nazywała galera - płynęła już na Morzu Jońskim. Niebo było jasne, a wiatr był pomyślny.
Ariusz przypuszczał, że może spotka się z flotą jeszcze przed wyspą Cyterą, wyznaczoną na spotkanie, i dlatego prawie ciągle przebywał na pokładzie. - Zresztą zajmował się dokładnie wszystkim, co dotyczyło powierzonego mu statku i był z dzielności załogi bardzo zadowolony.
www.rawasport.pl
Skoro zaś zasiadł na krześle w kabinie, myśl jego zwracała się niezmiennie do wioślarza pod sześćdziesiątym numerem.
- Czy znasz człowieka, który właśnie wstał z ławki? - spytał nareszcie hortatora w chwili, gdy następowała zmiana wioślarzy.
- Numer sześćdziesiąty? - zapytał dozorca.
- Tak.
Dozorca popatrzył na młodzieńca.
- Jak wiesz, o panie - odpowiedział - okręt zaledwie przed miesiącem wyszedł z rąk budowniczego, a ludzie są równie dla mnie nowi jak sam statek.
- Jest Żydem - zauważył zamyślony Ariusz.
- Szlachetny Kwintuszu, jesteś wielkim znawcą ludzi.
- I jest bardzo młody - mówił dalej Ariusz.
- Pomimo tego jest to nasz najlepszy wioślarz, nieraz zauważyłem, że wiosło gięło się w jego dłoniach.
- Jakiego jest usposobienia?
- Mało wiem o nim, ale jest posłuszny. Raz tylko wniósł do mnie prośbę.
- Jaką?
- Prosił mnie, abym go przeniósł z prawej strony okrętu na lewą.
- Jakąż podał przyczynę?
- Zauważył, że ludzie, pracujący zawsze z jednej strony, kaleczeją. Zresztą łatwo w czasie boju i niespodziewanych obrotów mógłby się stać niezdatnym do służby, nie umiejąc użyć drugiej ręki.
- Na bogi! To myśl nowa i słuszna. Cóż jeszcze więcej zauważyłeś?
- Okazuje zamiłowanie do porządku, którego nie znaleźć u jego towarzyszy!
- W tym jest Rzymianinem.
- Nie znaszże nic z dziejów jego życia?
- Zgoła nic.
Trybun zamyślił się i odszedł na swoje miejsce.
- Jeśli będę na pokładzie w czasie zmiany wioślarzy, a on będzie wolny - rzekł, zatrzymując się - przyślij go do mnie.
W dwie godziny później stal Ariusz pod chorągwią okrętu. Znajdował się w usposobieniu człowieka oczekującego niezwykłych wypadków i nic więcej nie mogącego uczynić, jak czekać. Filozofia twierdzi, że ludzie o wyrobionym charakterze zachowują w takich wypadkach spokój. Sternik siedział na swoim miejscu. Kilku z załogi okrętu spało w cieniu żagli twardym snem. Wyżej na maszcie siedział strażnik. Ariusz podniósł właśnie wzrok z solarium, służącego wówczas do kierowania statkiem, gdy ujrzał zbliżającego się ku sobie wioślarza.
- Dozorca nazwał cię szlachetnym Ariuszem i mówił, iż jest wolą twoją, abym do ciebie przyszedł; więc jestem.
Ariusz spojrzał z podziwem na smukły wzrost i muskularną budowę młodzieńca, i myślą błądził po arenie cyrkowej. Śmiałe wystąpienie przybyłego wywarło jeszcze inne wrażenie; w głosie jego było coś, co świadczyło o życiu spędzonym wśród uszlachetniających okoliczności. Oczy młodzieńca jasne i otwarte, miały wyraz raczej ciekawy niż wyzywający. Mimo że trybun utkwił w nim bystre, pytające i rozkazujące spojrzenie, nie stracił młodzieniec nic ze swego wdzięku; na twarzy nie odbiło się żadne uczucie psujące jej harmonię i piękność, nie było na niej ani groźby, ani złośliwości; nic prócz śladów, jakie wyciska wielka i długa boleść,
- Na bogi - rzekł sam do siebie - człowiek ten robi niezwykle wrażenie. Powierzchowność wielce obiecująca, muszę się o nim dowiedzieć bliższych szczegółów.
W tej chwili obrócił się młodzieniec w jego stronę.
- Żyd! - zawołał Ariusz - taki młody! - Pod badawczym wzrokiem trybuna rumieniec oblał twarz młodzieńca; wstrzymał na chwilę ruch wiosłem, lecz w tej chwili uderzyła głośniej pałeczka hortatora w stół, jakby dla napomnienia; szybko opuścił młodzieniec wiosło i od nowa ze zdwojoną siłą począł pracować. Po chwili znów spojrzał na trybuna - i, o dziwo, ujrzał na twarzy jego dobrotliwy uśmiech.
Tymczasem galera wpłynęła w cieśninę Mesyńską, a opłynąwszy miasto tejże nazwy, zwróciła się na wschód, zostawiając za sobą zadymiony i groźny szczyt Etny. Ile razy wracał Ariusz na platformę, zajmował się wioślarzem i mówił sam do siebie: Chłopiec to rozumny i sprytny. Żyd - to nie barbarzyńca... Muszę o nim zasięgnąć wiadomości. Czwartego dnia podróży "Astrea" - tak się nazywała galera - płynęła już na Morzu Jońskim. Niebo było jasne, a wiatr był pomyślny.
Ariusz przypuszczał, że może spotka się z flotą jeszcze przed wyspą Cyterą, wyznaczoną na spotkanie, i dlatego prawie ciągle przebywał na pokładzie. - Zresztą zajmował się dokładnie wszystkim, co dotyczyło powierzonego mu statku i był z dzielności załogi bardzo zadowolony.
Reklama za free:
Znaczniki treningowe
Proponujemy Znaczniki treningowe. U nas, w naszym bogatym asortymencie.www.rawasport.pl
- Czy znasz człowieka, który właśnie wstał z ławki? - spytał nareszcie hortatora w chwili, gdy następowała zmiana wioślarzy.
- Numer sześćdziesiąty? - zapytał dozorca.
- Tak.
Dozorca popatrzył na młodzieńca.
- Jak wiesz, o panie - odpowiedział - okręt zaledwie przed miesiącem wyszedł z rąk budowniczego, a ludzie są równie dla mnie nowi jak sam statek.
- Jest Żydem - zauważył zamyślony Ariusz.
- Szlachetny Kwintuszu, jesteś wielkim znawcą ludzi.
- I jest bardzo młody - mówił dalej Ariusz.
- Pomimo tego jest to nasz najlepszy wioślarz, nieraz zauważyłem, że wiosło gięło się w jego dłoniach.
- Jakiego jest usposobienia?
- Mało wiem o nim, ale jest posłuszny. Raz tylko wniósł do mnie prośbę.
- Jaką?
- Prosił mnie, abym go przeniósł z prawej strony okrętu na lewą.
- Jakąż podał przyczynę?
- Zauważył, że ludzie, pracujący zawsze z jednej strony, kaleczeją. Zresztą łatwo w czasie boju i niespodziewanych obrotów mógłby się stać niezdatnym do służby, nie umiejąc użyć drugiej ręki.
- Na bogi! To myśl nowa i słuszna. Cóż jeszcze więcej zauważyłeś?
- Okazuje zamiłowanie do porządku, którego nie znaleźć u jego towarzyszy!
- W tym jest Rzymianinem.
- Nie znaszże nic z dziejów jego życia?
- Zgoła nic.
Trybun zamyślił się i odszedł na swoje miejsce.
- Jeśli będę na pokładzie w czasie zmiany wioślarzy, a on będzie wolny - rzekł, zatrzymując się - przyślij go do mnie.
W dwie godziny później stal Ariusz pod chorągwią okrętu. Znajdował się w usposobieniu człowieka oczekującego niezwykłych wypadków i nic więcej nie mogącego uczynić, jak czekać. Filozofia twierdzi, że ludzie o wyrobionym charakterze zachowują w takich wypadkach spokój. Sternik siedział na swoim miejscu. Kilku z załogi okrętu spało w cieniu żagli twardym snem. Wyżej na maszcie siedział strażnik. Ariusz podniósł właśnie wzrok z solarium, służącego wówczas do kierowania statkiem, gdy ujrzał zbliżającego się ku sobie wioślarza.
- Dozorca nazwał cię szlachetnym Ariuszem i mówił, iż jest wolą twoją, abym do ciebie przyszedł; więc jestem.
Ariusz spojrzał z podziwem na smukły wzrost i muskularną budowę młodzieńca, i myślą błądził po arenie cyrkowej. Śmiałe wystąpienie przybyłego wywarło jeszcze inne wrażenie; w głosie jego było coś, co świadczyło o życiu spędzonym wśród uszlachetniających okoliczności. Oczy młodzieńca jasne i otwarte, miały wyraz raczej ciekawy niż wyzywający. Mimo że trybun utkwił w nim bystre, pytające i rozkazujące spojrzenie, nie stracił młodzieniec nic ze swego wdzięku; na twarzy nie odbiło się żadne uczucie psujące jej harmonię i piękność, nie było na niej ani groźby, ani złośliwości; nic prócz śladów, jakie wyciska wielka i długa boleść,
Oznaczenia: Znaczniki treningowe